sobota, 30 sierpnia 2014

710. Rozdanie nr 83 ;-)

Niestety utknęłam w pracy nad kolejnym superpilnym, tym razem niestety mało zajmującym maszynopisem [nie mam szczęścia do lektur ostatnimi czasy, same powieści historyczne mi się trafiają, wspominki i... cóż, jakby to nazwać... „fantazje” historyczne. Szkoda, ale taki „trend” teraz na rynku książki]. :-/ Ciągnie się to już od dłuższego czasu, to znaczy to moje tkwienie na posterunku od świtu do nocy, nie wyłączając weekendów ;-/ ale to najlepszy i - prawie, prawie - ostatni moment, żeby ulokować tytuły w drukarniach tuż przed największą, jak sądzę, a na pewno najbardziej radosną, gwarną i huczną imprezą branży wydawniczej w Polsce - Targami Książki w Krakowie. To będzie już osiemnasta edycja, po raz pierwszy w nowych halach wystawienniczych. Już nie mogę się doczekać! ;-)

Wróćmy jednak do naszego konkursu i dzisiejszego rozdania. Jak widać na załączonym obrazku [pardon za jakość, ale fotkę strzeliłam telefonem przy niezbyt sprzyjających warunkach oświetleniowych...], książka Jonathana Carrolla pt. Kąpiąc lwa wraz z drugą książką - niespodzianką wędruje do...

- - - kasiaparkview

Gratuluję zwyciężczyni! :-)
Tradycyjnie poproszę o podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki podarunków z danego konkursu.

Wracam na front pod Leningradem ;-) a was dziś tylko serdecznie pozdrawiam i zapraszam na kolejne rozdanie za miesiąc! :-)

niedziela, 24 sierpnia 2014

709. Konkurs nr 83

Przed nami ostatni tydzień letnich wakacji, a na moim blogu czas na comiesięczny książkowy konkurs. Tym razem proponuję ostatnią wydaną w Polsce powieść jednego z moich ukochanych pisarzy, Jonathana CarrollaKąpiąc lwa. Na zdjęciu tego nie widać, ale okładka, tak jak i poprzednia, o której tu wspominałam, Zakochany duch, ma bardzo ciekawą okładkę, którą trzeba dotknąć, by ocenić jej graficzne walory i poligraficzne możliwości. Do przesyłki będzie dołączona druga książka – niespodzianka! ;-)

Sponsorem jestem ja. Aby uczestniczyć w rozdaniu [świadomie zmieniam nazwę – jedna z blogerek zwróciła mi uwagę, że osoba prywatna nie może robić losowań bez narażenia się na konsekwencje prawne... :-/ Nie wiedziałam o tym, więc chyba powinnam się cieszyć, że jeszcze nie siedzę za kratkami za rozdawanie książek! ;-) Żarty żartami, ale trochę mi zmroziło krew], należy wpisać się w komentarze pod tym postem. Macie czas do piątkowej północy, rozwiązanie konkursu w sobotę 30 sierpnia. Zapraszam!

sobota, 16 sierpnia 2014

708. W./E. - królewski romans

Różne postery do filmu W./E. [2011] w reżyserii Madonny. Spójrzcie na wersję polską i angielską - z wersji angielskiej zniknął papieros z dłoni króla ;-) Ta poprawność...


Madonnę można lubić bądź nie, słuchać jej muzyki, bądź zdecydowanie i szybko wyłączać radio, gdy któraś z jej piosenek jest nadawana ;-) To samo dotyczy kina – zwykle jej role zbierały wyłącznie głosy na nie, same oceny poniżej zera... :-/ Cóż... ciężko powiedzieć, jaka jest prawda – czy Madonna rzeczywiście jest taka „drewniana” w kinie? Czy wciąż pozuje, a o aktorstwie nie ma pojęcia? Pozostawiam ocenę wam! ;-)

Jest jednak film, który ta artystka [bo tego jej ująć nie można – jest prawdziwą artystką, świetną „show-manką”, piosenkarką i tancerką, aktorką, kobietą łamiącą konwenanse, nie uznającą tabu, niezwykle twórczą i intrygującą...] wyreżyserowała, a nawet napisała do niego scenariusz wraz z Alekiem Keshishianem, swoim przyjacielem od lat [nakręcił Madonna: Truth or Dare, film biograficzny znany u nas pod zmienionym tytułem – W łóżku z Madonną]. Pamiętam, jaki świat był oburzony, że Madonna „znów” reżyseruje, a do tego miała czelność sięgnąć do jakże wstydliwego dla Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza dworu królewskiego, fragmentu historii. Obejrzałam ten film ponownie, po trzech latach od premiery, i muszę powiedzieć, że wciąż mi się podoba – i to zarówno historia, jak i sam sposób nakręcenia filmu – bardzo delikatny, powolny, miejscami ckliwy, ale... ciekawy! No i przede wszystkim piękny wizualnie – niezwykłe jest wręcz, z jaką pieczołowitością Madonna zadbała o autentyzm w oddaniu epoki: stroje [projekty: kostiumolog Arianne Philips], biżuteria, wnętrza... wszystko jakby wyjęte z lat 30., ale jednak nie identyczne!

Krótko o treści filmu W./E. - królewski romans: Jest rok 1998, Nowy Jork. Wally Winthrop [w tej roli piękna eteryczna Abbie Cornish; nawet sobie myślę, że ten film jest celebracją jej urody, tak jak Łono powstało tylko po to, by pokazać nam wyjątkowy talent i piękno Evy Green ;-) – ale takie tylko moje przemyślenie], młoda antykwariuszka, zafascynowana jest jednym z największych skandali XX wieku – mezaliansem amerykańskiej dwukrotnej rozwódki, 40-letniej Wallis Simpson [niesamowita, wręcz fenomenalna rola angielskiej aktorki Andrei Risenborough] i króla Edwarda VIII [świetny jak zawsze James d’Arcy], który dla niej właśnie poświęca tron [gdy ani rząd, ani Kościół, rodzina królewska i opinia publiczna nie wyrażali zgody na jego plany poślubienia Wallis, abdykował 10 grudnia 1936 roku, przekazując tron młodszemu bratu – Jerzemu VI Windsorowi, słynącemu z niepłynności mowy]. Owa miłosna historia rozpala wyobraźnię Wally, której małżeństwo nie należy do udanych. Wally dzień po dniu odwiedza wystawę pamiątek po słynnej parze, uczestniczy też w aukcjach, na których sprzedawane są należące do nich przedmioty [Wallis słynęła z rozrzutności, kochała luksus, a szczególnie wytworne stroje i bajecznie piękną i kosztowną biżuterię], z zaskoczeniem jednak odkrywa, że ich losy wcale nie przypominały bajki... Postanawia wyjechać do Paryża, by uprosić magnata Al Fayeda o udostępnienie prywatnej, nie pokazywanej publicznie kolekcji korespondencji pomiędzy parą kochanków.

Opowieść biegnie dwutorowo, niekiedy zazębiając się – kiedy to obie bohaterki się spotykają, obserwują, rozmawiają. Piękna jest też muzyka – Abel Korzeniowski po raz kolejny udowadnia, że jest najprawdziwszym mistrzem klimatu. Polecam waszej uwadze, bo film moim zdaniem niesłusznie jest „zapomniany”. A jeśli ta historia się wam spodoba, wzbudzi zaciekawienie, warto sięgnąć po biografię Wallis Simpson pióra Anne Sebba, pt. Ta kobieta. Wciąż do kupienia ;-) tak samo i film - można dość tanio trafić na aukcjach.