środa, 18 marca 2015

739. Iditarod 2015

Zdjęcie: Mark Meyer/ Reuters

Postarałam się i nie męczyłam nikogo w tym roku poszczególnymi etapami Iditarod ;-D ale nie odmówię sobie reporterskiego zapisu na moim blogu. Na mecie tegorocznej, 43. edycji wyścigu pojawili się pierwsi maszerzy – jak rok temu, i trzy lata temu też, numerem jeden został Dallas Seavey, a tuż za nim uplasował się... jego tato ;-) Mitch Seavey. Trzeci metę przekroczył „stary wyga” [chociaż młodszy ode mnie... rety!], startujący od 1994 roku Aaron Burmeister. Na kolejnych jeszcze czekamy – ich zmagania można obserwować na stronie Iditarod w zakładce: Current Race Standings. Mój faworyt od wielu już lat, za którego zawsze trzymam z całej siły kciuki – Lance Mackey – plasuje się na razie na miejscu 42, tuż za... swoim bratem ;-D Jasonem. Tak, tak... zwykle w wyścigu bierze udział kilka pokoleń maszerów czy kilku członków rodziny. Dla Lance’a to niestety – i dla mnie, wiernej fanki – ostatni wyścig. Jak zapowiedział, startuje po raz ostatni – Lance od lat choruje na raka, a po długotrwałym i bardzo ciężkim leczeniu jego organizm nie pozwala mu już na taki wysiłek. A jest to wysiłek niesamowity – 987 mil zimowej trasy! Lance zwyciężał czterokrotnie, do tego rok po roku, ten właśnie wyścig. Zawsze z uśmiechem na twarzy, mimo odmrożonych rąk itp. przypadłości :-/ Podziwiam tych ludzi – są niesamowici. Uwielbiam też obserwować, nie tylko w tym okresie wzmożonych wyścigów [lutowy Yukon Quest chociażby], jak zajmują się swoimi psami, a Lance, jak i wielu innych maszerów, mają po 100 psów i więcej ;-) i zwykle znają imię każdego pojedynczego, nawet najmniejszego „kundla” w sforze! Polecam poobserwować! Emocje gwarantowane.

2 komentarze:

ivon777 pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
ivon777 pisze...

czasem, gdy tak siedzę w pracy - w zamkniętej aptecznej przestrzeni ....żal mam niewypowiedziany do siebie samej , o to - że gdzieś tam .... można tak ciekawie, tak pięknie żyć, tak w pełni sobą być.... Tymczasem ... cóż - klimatyzacja zamiast rześkiego powietrza i przymusowe słuchanie wciąż tego samego radia - puszczanego w całym obiekcie ;) Ten post wpuścił w moje wnętrze wiatr , dobry wiatr ... Pogodnego, pełnego pasji weekendu życzę ;)