sobota, 28 lutego 2015

737. Rozdanie nr 89 i sobotnie perypetie

Od dłuższego już czasu robię czystki w swojej bibliotece. Idzie mi to jak przysłowiowa krew z nosa, no ale cóż... jestem kolekcjonerem i bardzo trudno jest mi się rozstać z każdą osobiście kupioną czy sprezentowaną mi książką, i to obojętnie co to takiego jest. Ale muszę to zrobić, muszę, muszę, muszę... ;-) Na półkach, przy regałach na podłodze, pod biurkiem, na i pod komodą... jest ich, tych moich ukochanych książek, w słupkach, jedna na drugiej, horyzontalnie i w pionie... zwyczajnie zaaaaaaaaaa dużo.

Oczywiście książek nie wyrzucam – tego nigdy się nie nauczę ;-) – ale je rozdaję wśród znajomych. Dziś właśnie był taki dzień. Umówiłam się z serdeczną przyjaciółką w centrum miasta, z zamiarem wymiany kilkunastu książek z lat 50. i 60. ubiegłego wieku [jest miłośniczką literatury klasycznej wydawanej właśnie w tamtych czasach] w jakiejś sympatycznej kawiarence. A ponieważ znajomy namawiał mnie na odwiedzenie najpopularniejszej obecnie w mieście ulicy, która po latach niełaski wraca „do obiegu” ;-) dzięki inicjatywie lokalnej społeczności – okazja była podwójna. Ulica Taczaka jest obecnie najbardziej „hot” w Poznaniu ;-) Poza tym słyszałam i czytałam, że w jednej z kawiarenek na tej ulicy podają najlepszą kawę w mieście; ziarna ponoć sprowadzane są z najlepszej palarni w Europie. Brzmi świetnie? A jakże! Gorzej jednak z rzeczywistością :-/ Miejsce małe, skromne bym powiedziała, minimalistycznie wystrojone [co akurat poczytuję za plus, choć za dużo tu lat 60. i 70. XX wieku... a ktoś kto wtedy żył, tak jak ja, nie bardzo widzi w tym piękno, niestety]. Na ścianach przy barze wiszą modne obecnie czarne tablice, a na nich białą kredą wypisane jest menu; informacji o kawie [nawet zapachu] jednak niemal nie ma. Przyjaciółka zamówiła zatem kawę, prosi o dobrą, świeżo parzoną i bardzo mocną, jedną czarną, jedną białą, dodatkowo podpytuje o rodzaje, ale odpowiedzi nie ma... no i poza tymi podstawowymi informacjami, obsługujący o nic nie pyta. Pierwszy zonk :-/ Ale nic, czekamy na ten cud-kawę i... hmmm... jak na mocną, to straszna lura z tej kawki... :-/ Jestem kawoszem, herbaty nie pijam niemal w ogóle ;-) ale wrażenia nie zrobiło na mnie ani to co zobaczyłam, ani to co posmakowałam... Dopiero później zauważyłyśmy na ścianie za ekspresem informację o kawach podawanych na inne, nieco bardziej „egzotyczne” sposoby. Wielka szkoda jednak, że obsługujący nic na ten temat nie mówią, ani nie zachęcają jakoś specjalnie do spróbowania. Pewnie trzeba by było mocniej podrążyć temat i namówić człowieka za ladą na wykazanie choć krztyny entuzjazmu dla dwóch amatorek dobrej kawy. Szkoda, szkoda... Drugi raz już tam nie pójdziemy, bez sensu było naddawać nam drogę, by tam dotrzeć * :-/

Ale potem było już lepiej ;-) Przy miejskim regale na Placu Wolności przed Biblioteką Raczyńskich czekałam w kolejce [!!!], by wstawić część niechcianych już przez nikogo książek [aż mi się serce krajało, gdy odstawiałam Plath, Miltona, Cervantesa czy Kunderę – naprawdę nikt już tego nie czytuje???]. Miło widzieć, że ta inicjatywa „regałowa” jednak przyciąga i oddających, i chętnych na książki. I ruszyłyśmy na ulicę Wielką do Gołębnika na wreszcie-nareszcie porządną kawkę ;-D Tu jest cudnie, nigdy się nie zawiodłyśmy, do tego piękna muzyka grała [zespół Hey z płyty „Unplugged”]. Dobre zakończenie sobotniej wędrówki po mieście ;-)


* * *


Teraz, po opisie śmiesznych tych moich perypetii ;-D zapraszam na rozdanie książkowe. Na początek jeszcze jeden raz poproszę Joannę, żeby się do mnie odezwała w sprawie grudniowej wygranej!!! Książki wciąż czekają... Proszę też pamiętać, że jeśli wysłaliście do mnie adresy, a ja na mail odpowiedziałam, to książki muszą do Was dotrzeć w ciągu tygodnia, bo je zawsze, zwykle już następnego roboczego dnia wysyłam. Jeśli książki w tym czasie nie dotrą, proszę do mnie napisać – poszukam na poczcie, bo tylko tam mogła przesyłka utknąć.

Po tym długim wstępie ;-) podaję nicki zwycięzców:

- - - Avrea
- - - ivon777
- - - Jaglana
- - - Sayuri San

Gratulacje serdeczne!!!
Dołączam jak zawsze, obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

Za miesiąc będzie się z nami witała wiosna ;-) zatem i książki postaram się dobrać odpowiednie do pory roku. Zapraszam!

- - - - - - -
* Tak mi przyszło do głowy, że może jak obsługujący zobaczył dwie stare baby tarabaniące się przez drzwi ;-D to zdało mu się nie wysilać, bo to typowa hipsterska knajpa, dla zakręconych supermodnych metroseksulanych itp. itd. młodziaków – rower na ścianie, i do tego ten wygląd obsługujących: na „zarośniętego drwala”... teraz dopiero wiem, o co chodzi ;-) Lubię popatrzeć na współczesną elegancką i zadbaną młodzież, kolorową i bardzo oryginalną, na rodzące się trendy... ale to już nie mój świat ;-) I to oczywiście wyłącznie moje odczucia, knajpka na pewno jest warta odwiedzenia i sprawdzenia na własnej skórze, czy będzie ci pasować ;-)

poniedziałek, 23 lutego 2015

736. Konkurs nr 89

Zgodnie z zapowiedzią z zeszłego miesiąca na rozdanie w konkursie nr 89 będę miała dla Was kryminały [i thrillery]. Sponsorem książkowym jestem ja, a co jest na rozdanie, widać na fotce u góry ;-) Warszawskie wydawnictwo Albatros ma wieloletnią tradycję, proponuje książki zarówno typowo rozrywkowe, jak i nieco trudniejsze. Credo wydawnictwa brzmi: „najsławniejsi autorzy, najgłośniejsze książki, największe światowe bestsellery”. Kto chce sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest, zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Tradycyjne macie czas do piątkowej północy, a w sobotę podam, do kogo polecą książki [do czterech osób, po jednej książce losowo].

sobota, 21 lutego 2015

735. Ogłoszenie drobne

Luuuuubię firmy disneyowskie ;-) szczególnie te animowane z wytwórni Pixar. Jednym z tych „najulubieńszych” jest Oscarowy Gdzie jest Nemo? z 2003 roku. Przezabawnie pokazane perypetie zwierzaków oceanicznych – kolorowych rybek zamieszkałych pośród koralowców, krewetek, żółwi, całych mgławic śledzi, pewnego bardzo uczynnego walenia, pelikanów i mew [„Daj! Daj! Daj!” – o Zeusie! to jedna z lepszych kwestii w filmie ;-D], rekinów-abstynentów [„Rybki to przyjaciele” – jakby ktoś nie wiedział] oraz niezwykle umiejętnych, biegłych w sztuce stomatologicznej rybek akwariowych z gabinetu pewnego dentysty w Sydney... ;-D No i jest jeszcze demoniczna Darla... To koniecznie trzeba zobaczyć! Ile razy mam okazję obejrzeć ten film, śmieję się jak dziecko. Te żarciki, śmieszne sytuacje i fantastycznie podłożone głosy polskich aktorów :-) Moją absolutnie ulubioną postacią z tego filmu jest zapominalska rybka Dory [to tak á propos ogłoszenia poniżej ;-D ] i fenomenalna Joanna Trzepiecińska, która „dała” jej głos. Boskie! ;-) Polecam!


- - - - - - - - -
Ogłoszenie drobne: trzy książkowe pakiety wciąż czekają na zwycięzców konkursowych – Dorfi i Joannę z grudnia 2014 oraz Promyka ze stycznia 2015. Bardzo bardzo bardzo… proszę o kontakt [mail jest u dołu strony]!