sobota, 30 maja 2015

752. Rozdanie nr 92


Cieszę się, że zachęciłam was do lektury książek Herbjørg Wassmo.
I cieszę się, że tyle osób ponownie wpisało się w komentarze pod postem konkursowym. :-) Dziękuję!!! A oto, do kogo poleci pakiecik - książka plus notatnik z pętelką na długopis z konkursu nr 92:

- - - misiaq

Gratulacje dla zwycięzcy! :-)
Dołączam jak zawsze, obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

W czerwcu zaproponuję biografię jednego z najważniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku. Dodatkiem będzie zbiór opowiadań tegoż pisarza. Ale kto to taki, na razie nie zdradzę ;-) Cierpliwości!

poniedziałek, 25 maja 2015

751. Konkurs nr 92

Ostatni tydzień maja właśnie się rozpoczął, a zatem czas na kolejny konkurs – to już 92. odsłona mojej książkowej zabawy! :-) Zapraszam! Tym razem proponuję powieść wybitnej norweskiej pisarki, Herbjørg Wassmo, pt. Stulecie. Jej poprzednia wydana w Polsce książka [a również i ekranizacja] – Księga Diny [1989 rok] – zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Sądzę, że wielu polskich czytelników doceniło tę monumentalną powieść i z niecierpliwością oczekiwało na kolejną książkę tejże autorki. Pasja, szaleństwo, chłodny nadmorski klimat, łamanie wszelkich tabu, zrywanie więzów tradycji, wielopokoleniowa saga... a do tego przepiękny poetycki język i niespieszne tempo. Zachwycające! Polecam szczególnie!

Mam dla was jeden egzemplarz powieści Stulecie, wydanie w twardej oprawie, do której dołączę notatnik niemieckiej firmy Leuchtturm 1917 w odcieniu morskiej zieleni, w kropeczki, wraz z „pętelką” na długopis w pasującym soczystym kolorze. Sponsorem nagrody jestem ja. Wszystko na zdjęciu. Kto chętny, niech się wpisuje w komentarze pod tym postem. Konkurs otwarty do piątkowej północy. Rozdanie tradycyjnie w sobotę, 30 maja. Start! ;-D

niedziela, 24 maja 2015

750. Feeria barw i kształtów

Jak co roku, w Kórniku – niewielkiej pięknej, historycznej miejscowości 20 kilometrów od Poznania – w ten weekend odbywały się Spotkania z Białą Damą, czyli wesoły festyn na rynku w miasteczku, gdzie można było posłuchać ciekawych koncertów, zagrać w szachy lub warcaby, popatrzeć na mistrzów krav magi, jednocześnie delektując się ;-) lodami, różową watą cukrową i tym podobnymi słodkościami... Przez miasteczko przejechał też korowód motocykli – od historycznych, mających około 60 lat, po współczesne „wypasione” ;-) choppery. Dookoła rynku ustawiono stragany, na których można było pooglądać lub nawet zakupić różne rzemieślnicze wyroby. Pogoda dopisała, mieszkańcy nie tylko Kórnika również.

To też ten jeden jedyny weekend w roku, kiedy arboretum kórnickie zaprasza do części badawczej [obecnie nazywanej Nowym Arboretum], niedostępnej zwykle dla zwiedzających, na dni azalii i różaneczników. Takiej feerii barw, kształtów, wielkości... w ogóle olbrzymiej połaci tych niezwykłych, pięknych kwiatów nie uświadczysz w zbyt wielu miejscach. Niektóre spośród krzaków mają po 40 lat! Są pięknie utrzymane, nasadzone pośród drzew i przy łące niedaleko budynku naukowego. Aż trudno wybrać, w którą stronę patrzeć – tyle cudnych kwiatów uśmiecha się kusząco do zwiedzających! Kwitną też późne magnolie i niektóre lilaki. W ogóle ta świeża wiosenna zieleń jest zachwycająca. Żałujcie ci, którzy tam nie byli! ;-D Na osłodę kilka zdjęć poniżej.

- - - - - - -
Wszystkie zdjęcia moje :-) robione Olympusem E-510 z długim kitem.

piątek, 22 maja 2015

749. Ptaszki


Taki ptaszek – kwiczoł – kokietował mnie wczoraj cały dzień. Dwa drzewa dalej ;-D parka budowała gniazdo – tzn. jeden ptak budował z suchych traw i błocka, a drugi robił hałas w najbliższej okolicy, alarmując wszystkie mieszkające niedaleko zwierzaki, w tym mnie, że nie wolno się zbliżać! Pięknie! ;-D Zadziorny jest ten pan, bo zakładam, że gniazda broni samiec, i to tak bardzo, że gdy dziś chciałam rano otworzyć okno, by przewietrzyć pokój – podleciał, bił skrzydłami i wyzywał [donośne „Trrr! Trrr! Trrr!”], że mam się schować i nie zbliżać, i to już! ;-D No naprawdę cudnie tutaj mam, prawda? :-D Wraz z kwiczołami pojawiły się i inne, niebywające wcześniej u mnie ptaszki: drozd czarnogardły [chyba! bo może po prostu ciemny], rudzik, pełzacz ogrodowy i przynajmniej trzy różne dzięcioły [które zasmakowały w jeszcze wiszącej na drzewie słonince dla sikorek]...

Fotki moje, robione Olympusem E-510 z długim kitem. Na pamiątkę, bo jakość raczej taka sobie – strzelane przez szybę okienną, by nie spłoszyć ptaków ;-)

niedziela, 3 maja 2015

748. Majówka w Botaniku


Jak co roku, obiecywałam sobie, że nie pojadę na majówkę ze względu na tłumy odwiedzających, i jak co roku - pojechałam ;-) Nie mogłam sobie odmówić kiermaszu roślin - zanabyłam piękne pelargonie w trzech kolorach na balkon; granatową odmianę prymulki i sundavillę, już pięknie kwitnącą. I oczywiście pospacerowałam alejkami, zauważając przy okazji liczne nowe tabliczki, nie tylko o roślinach ale i o ptakach, które można spotkać w ogrodzie; dwa nowe niewielkie stawy-bagna dla żółwi i żab... W „auli” odbywały się koncerty, po ogrodzie oprowadzali przewodnicy... Pięknie jak zawsze! :-) Na ostatniej fotce widać, że tuż za płotem i niewielką uliczką Botaniczną powstaje nowe osiedle mieszkaniowe - na razie nie wiem, z jakim skutkiem dla ogrodu, ale... można pozazdrościć nowym lokatorom takiej wspaniałej lokalizacji! ;-)

piątek, 1 maja 2015

747. Łódź - spacer sentymentalny

Kto może, ten niech się wybierze do Łodzi - miasto piękne, zaprasza nie tylko na majówkę ;-) Tak, tak, niezwykle piękne, aż jestem zaskoczona, bo nie tego się spodziewałam. Jest czysto, zielono, schludnie, radośnie i... po prostu wspaniale! ;-) Kilka dni w Łodzi dodało mi dużo pogody ducha. Ale... na zdjęciach dziś akurat pokażę część mniej „wesołą”, bo związaną z historią narodu żydowskiego. Nocowałam niedaleko cmentarza żydowskiego na ulicy Brackiej, słyszałam już wcześniej, że koniecznie trzeba to miejsce odwiedzić i swoje pierwsze kroki w Łodzi skierowałam właśnie tu, na cmentarz. Miejsce nastraja do zadumy, ale i warto mieć oczy szeroko otwarte na wszystkie niezwykłe detale - jak rzeźby, kute elementy, tablice, symbole... Część cmentarza i tablic jest odnowiona, część ginie w chaszczach i pośród drzew...


Kilkaset metrów dalej [tak mniej więcej, trudno mi ocenić, bo gdy idę i rozmawiam nie kontroluję zupełnie czasu ;-) ] znajduje się oddział Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, stacja Radegast – niewielkie muzeum poświęcone dziejom łódzkiego getta oraz memoriał. Tutaj trudno mi było opanować emocje, a czytając ciekawie, choć syntetycznie opisaną historię tego miejsca, łzy same napłynęły do oczu. Jest tu bardzo... minimalistyczne [nie wiem, czy to słowo oddaje to, co chcę powiedzieć], ale tym bardziej potęguje to wrażenie pustki, smutku, ludzkiej tragedii... Idąc od „komina” do stacji, widać mur z datami, który tak naprawdę kryje za sobą tunel, a w nim, na murze wewnątrz, można przeczytać rok po roku historię stacji. Na końcu tego tunelu dochodzi się do wnętrza „komina”. Można spojrzeć w górę, na przestrzał.



Do Łodzi na pewno wrócę, i to nie raz - bardzo mi się tu spodobało :-) Pewien napotkany na cmentarzu rodowity łodzianin powiedział mi, że wielu mieszkańców stąd, z Łodzi, ucieka, a coraz częściej pojawiają się m.in. poznaniacy, którzy zakochali się bez pamięci w tym mieście i przeprowadzają się tu bardzo chętnie ;-) I nie dziwię się im wcale! Poza sentymentalnym spacerem odwiedziłam też nieco bardziej nowoczesne miejsca, jak choćby - oczywiście, obowiązkowo! ;-D - Manufakturę, wypucowaną ulicę Piotrkowską, ale i Teatr Wielki z ciekawą fontanną w kształcie fali, cudnie podświetlaną wieczorem [niedaleko jest restauracja Empatia, polecam!, a paniom z obsługi serdecznie dziękujemy za przygarnięcie zmęczonych turystów, mimo że szykowały uroczysty obiad przy zamkniętych drzwiach, oraz za pyszną kawkę i sernik z malinami :-) ], cerkiew, bazylikę archikatedralną, Rynek Bałucki [targ nie halę! i mniam! jaki wybór warzyw i owoców! dlaczego takiego targu nie ma w Poznaniu? ;-) ] i wiele, wiele innych miejsc. To był intensywny dłuższy weekend, ale wart bólu zmęczonego kręgosłupa i każdego bąbla na stopach ;-D Polecam uwadze!


- - - - -
Wszystkie zdjęcia moje, robione aparatem Olympus E-510 z krótkim kitem.