sobota, 31 października 2015

771. Halloween :-)


Dużo słodkiej i straaaaasznej zabawy ;-) życzę, małe robaczki!

770. Rozdanie nr 97

Dziś czeka nas – oprócz książkowego rozdania, oczywiście ;-D – halloweenowa noc pełna zabawy w duchy i straszydła! ;-) Podekscytowani? Bo ja bardzo! ;-) Ciekawa jestem przebrań dzieciaków z okolicy, które najprawdopodobniej zapukają wraz z rodzicami również i do moich drzwi, wołając: „Cukierek albo psikus!”. ;-D W oknach niektórych mieszkań już wczoraj wieczorkiem, podczas spaceru, widziałam światełka w pomarańczowym kolorze, wymalowane duszki na szybach i świeczki w dyniach na schodach domów. Super to wygląda ;-) Słodycze oczywiście uszykowałam – cukierkowe lizaczki w kształcie głowy mumii i czarne żelki-pająki – dynia też wycięta, i lampki w pogotowiu są... Jedyna taka noc w roku!

Ale póki co, winna jestem ogłoszenie, jakie są wyniki rozdania książkowego nr 97. Przypominam, co jest nagrodą: najnowszy tom przygód Flawii de Luce + artystyczna kolorowanka Ogród czasu + dwie podwójne kredki ołówkowe Astra. A pakieciki polecą do:

- - - Caitri
- - - Unknown
- - - Scathach
- - - A. Bily
- - - rr-odkowa

Gratuluję serdecznie!

Znacie mnie już trochę i wiecie, że od czasu do czasu lubię trochę się „poszarogęsić” na swoim własnym blogu ;-D Zauważyłam wpis pewnej biblioteki z dopiskiem G6, która prowadzi stronę internetową Fabryka Twórczego Działania. Bardzo mi się tam spodobało, dlatego postanowiłam – całkiem prywatnie – podarować bibliotece komplet przygód Flawii de Luce. Adres jest na stronie, zatem w poniedziałek nadam paczkę z uśmiechem od Zacisza wyśnionego... Panie Bibliotekarki szanowne, gratuluje pomysłów i cieszę się, że mogę ofiarować Wam książki! :-)

A dla piątki zwycięzców w konkursie nr 97 na moim blogu dołączam obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

Za miesiąc w konkursie nr 98 będą do rozdania tradycyjne „sierotki" książkowe z ostatniego roku, a niestety jedna - i to podwójna - się znalazła. Ale żeby „sierotki” nie czuły się samotne ;-) dodam do nich książkową nowość i kolorowanki, tworząc w ten sposób jeden większy słupek lektur do poczytania i zeszytów twórczej zabawy. Zapraszam chętnych już za miesiąc! :-)

piątek, 30 października 2015

769. Jesienne kolorki


Wolny dzień od pracy, wizyta w Ogrodzie Botanicznym w Poznaniu, wczesny, ponury i wilgotny poranek, kilka jesiennych fotek, bez komentarza tym razem :-)

niedziela, 25 października 2015

768. Konkurs nr 97 - jesienne nowości

Złota jesień wciąż nam pięknie za oknem promykami słoneczka i zapachami gra. Mam już tyle liści do zasuszenia, że chyba mi książek zabraknie [akurat ktoś mi uwierzy... ;-D ...przecież znowu nakupiłam kilka targowych nowości!] do ich „spłaszczania”. No i do tego kasztany – to jakaś choroba z mojej strony! – ostatnio przynajmniej trzy kilo ich zniosłam do domu, no ale jak tu się im oprzeć? ;-) Byłam na spacerze nad rzeką Wartą, chciałam zobaczyć pewien ciekawy dom – pofalowany, wśród drzew, zwany Wstęgą Warty, bardzo ładny – no i po drodze ładowałam do kieszeni każdą lśniącą brązową kuleczkę, jaką tylko moje oko wypatrzyło, ale było ich wokół, wzdłuż kaszatanowej alejki, jeszcze przynajmniej sto razy więcej, a moje kieszenie niestety okazały się za małe... ;-)

Ale nie przedłużam, bo tu u mnie, na blogu, czas najwyższy otworzyć kolejny konkurs! To już 97. książkowa zabawa! Czujecie to napięcie, prawda? Niedługo, tuż-tuż, będzie okrągła ich liczba... ;-) Już intensywnie myślę, jak uczcić taką liczbę! Ale póki co... bo ja wciąż oczarowana nową modą kolorowania jestem ;-D ...proponuję piękną nowość na rynku księgarskim – Ogród czasu koreańskiej artystki, na stałe mieszkającej w San Francisco, Darii Song. Ilustracje są bardzo szczegółowe, słodkie, a i tworzą opowieść o sennej podróży wewnątrz zegara z kukułką. Oraz oczywiście coś do poczytania, również super-hiper-nowość ;-) kolejny tom przygód rezolutnej małej chemiczki, okazjonalnie pani detektyw – Flawii de Luce! To już szósty tom opowieści i znów czaruje arcyciekawym tytułem - Obelisk kładzie się cieniem. Mam nadzieję, że nagrody się podobają. Sponsorem jestem ja. Do każdej przesyłki dodam po dwie podwójne kredki Astra – żeby można było od razu przystąpić do dzieła! Mam pięć takich jak na zdjęciu książkowych kompletów do rozdania. Zapraszam do wpisywania się w komentarze od teraz do piątku. Rozdanie w sobotnią halloweenową noc. Złożyło się idealnie! Powodzenia!

niedziela, 11 października 2015

767. Tężnie w Ciechocinku

Tężnie w Ciechocinku. Zdjęcia moje :-) Olympus e-510.

Kto nie słyszał o Ciechocinku? ;-) Chyba nie ma takiej osoby... To urocza niewielka miejscowość o charakterze uzdrowiskowym na Kujawach, niedaleko Torunia. Bogactwem naturalnym miasteczka są obfite złoża solanek ciepliczych, które posiadają wybitne właściwości lecznicze. Solanka jest wykorzystywana do kąpieli leczniczych, której wpływ na organizm człowieka wiąże się z działaniem czynnika chemicznego, termicznego i hydrostatycznego. Przy odpowiednim stężeniu ta sama woda mineralna jest używana do inhalacji oraz do irygacji. Źródło nr 19 dostarcza wodę o stężeniu 11%, która jest butelkowana jako woda mineralna „Krystyna” i „Kujawianka”.

W mieście jest co zwiedzać – są i teatr letni, i kościół parafialny, i piękna polowa cerkiewka, i dworek prezydencki... są liczne ścieżki pośród drzew w Parku Zdrojowym i lasku sosnowym, gdzie gonią się przyzwyczajone do ludzi wiewiórki, jest też warzelnia soli z muzeum, są piękne Łazienki i dywany kwiatowe wokół, i słynny kwiatowy zegar... Oczywiście najbardziej znane i przyciągające do miasteczka są tężnie – potężne konstrukcje, dzięki którym można, spacerując wokół, zażyć leczniczych inhalacji. To naprawdę pięknie odremontowana, przyciągająca nie tylko kuracjuszy miejscowość. Może i kiczowata, ale w bardzo uroczy sposób.

Tężnie to „unikatowa i największa w Europie konstrukcja drewniana do odparowywania wody z solanki. Zostały zaprojektowane przez Jakuba Graffa – profesora Akademii Górniczej w Kielcach. W Ciechocinku zbudowano trzy takie budowle i ustawione w kształcie podkowy. Budowa tężni I i II trwała od 1824 do 1828 roku, trzecia powstała w 1859 roku. Podstawę tężni stanowi około 7000 wbitych w ziemię dębowych pali, na których umieszczono świerkowo-sosnową konstrukcję wypełnioną tarniną, po której spływa solanka. Wysokość tężni wynosi 15,8 m, zaś ich łączna długość to 1741,5 m. Solankę do tężni pompuje się ze źródła nr 11 (fontanna „Grzybek” bliżej centrum miasteczka) i wtłacza na górę do korytek zainstalowanych na ich szczycie. Stąd solanka przesącza się kroplami po ścianach tężni i pod wpływem wiatru i promieni słonecznych intensywnie paruje. Wokół tężni tworzy się słynny, bogaty w jod mikroklimat tworzący naturalne, lecznicze inhalatorium”. [za stroną domową miasta Ciechocinek]

Miałam przyjemność przez kilka dni nocować w tym miasteczku i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona. Tu widać, gdzie są te słynne dotacje euro – wszystko jest zaplanowane w 100% i poświęcone ludziom, którzy tu mieszkają i przyjeżdżają. Jest oczywiście wiele jeszcze do zrobienia – wokół mnóstwo domów / sanatoriów do wyremontowania, nawet najsłynniejsze Łazienki w samym centrum straszą powybijanymi szybami w oknach, ale robią to w taki... romantyczny sposób ;-) Wszędzie czysto i pięknie. Polecam wybrać się na kilka dni choćby! Wokół też jest co zwiedzać, jak choćby Toruń, miasto Kopernika i pysznych pierniczków ;-D czy niewielka Nieszawa nad Wisłą – cicha mieścinka z pięknymi ogrodami przyklasztornymi.

sobota, 10 października 2015

766. Czas dyni


Kilka pięknych i inspirujących „dyniowych” fotek z netu. Ten ich cudny pomarańczowy kolor...! :-)

Październik to prawdziwa polska złota jesień, rok w rok, ale w tym roku – póki co – jest ten miesiąc piękniejszy niż zwykle – słoneczny, ciepły w ciągu dnia, złoto-czerwony na drzewach... ;-) Bardzo lubię jesień, ten moment, gdy wcześnie rano jest już całkiem chłodno, niemal zimno, a ciężkie białe mgły unoszą się nad łąkami i rzeką; gdy zakładam cieniutkie skórkowe rękawiczki i opatulam się ciepłym miękkim szalem; gdy na nogach mam wygodne butki, które same mnie niosą pośród szeleszczących opadłych suchych liści, a błyszczące kasztany obijają się o siebie w moich przepastnych kieszeniach... po prostu ten moment w roku, kiedy robi się absolutnie cudownie w przyrodzie i do tego można normalnie oddychać, bez zdychania z upału! ;-D To też czas na przeróżne owoce w kuchni – śliweczki w cieście, chrupiące jabłka, słodkie, ociekające sokiem gruszki, a także... dynie! ...których zwykle nie jadam, bo nie przepadam za ich mdłym a ostrym smakiem octowej zalewy [takie mi utkwiło o nich wspomnienie, z czasów przedszkola i okropnego dyniowego „kompotu”, który w nas wmuszano... brr...], ale nie w tym roku! Dzięki mojej dobrej cioci Dance z pięknego miasta Łódź – którą pozdrawiam i serdecznie ponownie dziękuję za przepis! – poznałam, jak też dynia potrafi i pachnieć, i smakować! ;-) Podzielę się z wami przepisem na pikantną pożywną zupę z dyni. Patrz poniżej! ;-) Smacznego!

A skoro przy jedzeniu jesteśmy, to polecę też pewną restaurację w Poznaniu. Zwykle, jak mnie znacie, nie robię tego, nie reklamuję nic ani nikogo – każdy niech sam wybiera, ocenia – ale zdarzyło mi się być w tejże restauracji drugi raz w tym roku i ponownie dałam się oczarować ciepłej atmosferze, sympatycznej i bardzo uczynnej kelnerce, no i przede wszystkim przepysznej polskiej kuchni, za którą to Pod Niebieniem zgarnia nagrody! Kto odwiedzi Poznań i poczuje się głodny, niech bez wahania zajrzy na ulicę Żydowską do Pod Niebieniem. Polecam skosztować specjałów, na przykład wielkopolskiego smakołyka: ślepe ryby, czyli zupy ziemniaczanej ;-) albo pyzy z duszoną kaczką i modrą kapustą, albo śledzia solonego pod pierzynką z cebulki i jabłek z olejem gryczanym, albo dań z soczewicą czy jarmużem, ryżu z sosem szafranowym... itp. cudów! Są też i słodkości, i wykwintne wina, i spory wybór piw dla każdego. Jestem zachwycona tym miejscem i pewnie nie raz i nie dwa tam jeszcze zajrzę! :-D Polecam uwadze!

- - - - -



Zupa dyniowa cioci Danki

1kg dyni
1 cebula
1 litr bulionu
2 serki topione [popularne trójkąciki]
sól, pieprz, kolendra, chili, kurkuma, kminek mielony…
i dla smaku, jeśli ktoś lubi – jogurt typu greckiego

Cebule pokroić w kostkę i zeszklić na oleju [nie smażyć, tylko zeszklić].
Dodać pokrojoną w kostkę dynię. Poddusić razem do miękkości.
Dodać bulion i przyprawy – uwaga na chili! dodać ciut ciut, tyle co na końcu mokrego widelca, bo inaczej z zapałką w ręce będzie można naśladować wkurzonego Smoka Wawelskiego ;-D – plus dwa serki topione [popularne trójkąciki].
Zagotować całość i potem zmiksować.
Na talerzu, jeśli ktoś lubi, można dodać łyżkę/kleksik jogurtu typu greckiego.
Smacznego! :-)