niedziela, 31 grudnia 2017

Sylwestrowo


Szczęśliwego nowego roku 2018!
życzy M.
:-)


sobota, 30 grudnia 2017

864. Rozdanie nr 127


Moi drodzy Czytelnicy!
Zacisze wyśnione... skończyło 10 lat! To chyba zacny wiek, jak na bloga ;-) Za wszystkie wpisy i życzenia pragnę bardzo, ale to bardzo serdecznie podziękować! Trudno aż wyrazić słowami, jakie to jest miłe i podbudowujące, że wciąż tu ze mną jesteście. Dziękuję!!! Nie znamy się osobiście, ale ciutkę z siebie każdy z nas tu, w Internecie, zostawia. Dzielimy się tym, co lubimy, kochamy, co potrafimy, czym się pasjonujemy, a dla niektórych to nawet sposób na życie i biznes jest! ;-) Cieszę się, że mogę obserwować tak wiele różnych Waszych pasji, a nawet mam w tym swój udział, malutki ale jednak. ;-) Życzę Wam i sobie dużo wytrwałości w blogowaniu oraz nieustających wzruszeń i inspiracji w kolejnych latach!


A w ramach skromnych podziękowań w konkursie książkowym nr 127 – jubileuszowym – pakiet książek i upominków ode mnie poleci do…

- - - Leacathy

...której serdecznie gratuluję wygranej! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

863. Konkurs nr 127 - jubileusz bloga

Dziękuję za wszystkie cudne życzenia :-) i wzajemnie ślę ciepłe słowa i świąteczne serdeczne uściski!

Minął kolejny roczek blogowania, choć przyznać muszę, co i sami widzicie, że nie bardzo mi to idzie... :-/ Nawet nie mam sensownego wytłumaczenia. Kiedyś tyle mnie ciekawiło, myśli biegały w różnych kierunkach jednocześnie, wszystkiego chciałam wypróbować... Teraz stresy dnia codziennego skutecznie zabijają we mnie i tę spontaniczność, i radość, i ciekawość świata. Nawet wiadomości porannych staram się nie czytać, żeby mi się czasem ciśnienie nie podniosło. Świat się zmienia, a mnie się to niestety niezbyt podoba :-/ i coraz częściej się wycofuję w bezpieczne dla mnie rejony, z dala od gwaru i chaosu życia.

Nie powiem, że w nowym roku pójdzie mi tu, na blogu, lepiej, bo takie zapewnienia zwykle trudno spełnić, a pod wpływem przymusu obietnicę jest jeszcze trudniej zrealizować, ale mogę powiedzieć: postaram się!


Ale, ale... wróćmy do konkretów! ;-) 25 grudnia 2007 roku postanowiłam napisać kilka słów w Internecie. Minęło 10 lat, a ja wciąż tu jestem ;-) i tradycyjnie, jak co roku, chcę zaproponować książkowy upominek jednej osobie, która lubi tu do mnie, na blog, zaglądać i zostawić miły komentarz, za który zawsze z całego serca dziękuję. Tym upominkiem będzie paczka z książkami, kolorowankami i kredkami, gwiazdkowym stempelkiem z tuszem do zdobienia oraz może jeszcze kilkoma niespodziankami, których tu na zdjęciu nie widać ;-) Ot, wielki prezent od „gwiazdora”! ;-D Ale moim zdaniem główną atrakcją tejże paczki będzie książka ze zdjęcia [wprawne oko zauważy, że jest wciąż w folii - nówka-sztuka! ;-) ]: nowe, piękne, bardzo staranne wydanie „Na południe od BrazosLarry’ego McMurtry’ego, w klasycznym, doskonałym tłumaczeniu Michała Kłobukowskiego (który m.in. za ten przekład otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich za 1991 rok). To wydanie jest też wzbogacone o obszerne posłowie oraz zbiór niezwykłych zdjęć z epoki oraz kadrów z serialu. O książce można poczytać na stronie wydawcy -> KLIK, oraz w necie na wielu blogach, gdzie jest recenzowana. Pięknie reklamował książkę „USA Today”: „Jeśli miałbyś w swoim życiu przeczytać tylko jeden western, przeczytaj »Na południe od Brazos«”. Nic dodać, nic ująć.

Kto ma ochotę wziąć udział w konkursie jubileuszowym, zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Macie czas tradycyjnie do najbliższej piątkowej północy. W sobotę ogłoszę, do kogo zawita listonosz :-)

niedziela, 24 grudnia 2017

Życzenia


Spokojnych, szczęśliwych zimowych świąt
życzy M.



sobota, 23 grudnia 2017

862. Chwila przed...

© Oana Befort

Zwykle w grudniu w wydawnictwie zwalnialiśmy nieco tempo. To znaczy my, redaktorzy i graficy, bo handlowcy wręcz przeciwnie – od czasu targów krakowskich było więcej i więcej pracy na magazynie, a teraz, w grudniu, to się wręcz „uwijali jak w ukropie”! ;-) Ja z kolei szykowałam archiwa danych z całego roku, porządkowałam maszynopisy i pliki wszelkie, kopiowałam gotowe pdf-y książek do wydawniczych baz danych, uzupełniałam karty książek w Bibliotece Narodowej, szykowałam podsumowania prac tłumaczy, konsultantów, redaktorów i korektorów, rysowałam tabelki i wykresiki z prac z drukarniami i papierniami itp. inne niż zwykle sprawy, na które w roku zwyczajnie nie ma czasu. Ale, co ciekawe, ten rok jest jednak inny. Na styczeń już mam cztery tytuły ulokowane w drukarniach [rok temu nie drukowaliśmy w styczniu nic nowego!], a kolejne miesiące w planie wydawniczym nie wyglądają wcale na mniej intensywne. Dowodem aż dwa maszynopisy na domowym biurku, „na święta”, do przygotowania „natychmiast” :-/ i chyba z pięć na ostatnim etapie na biurku wydawniczym! Czyżby rynek książki chłonął więcej niż przez kilka ostatnich lat, chciał więcej i więcej? W sumie to byłoby i nawet dobrze ;-) ale... jedyne o czym myślę i intensywnie marzę to dłuuuuuugi urlop, bardzo bardzo bardzo dłuuuugi urlop z dala od wszystkiego: pracy, telefonu, komputera, kłopotów, ludzi, hałasu, obowiązków, stresu... tego natłoku „wszystkiego”, przez co człowiek czuje, jakby ciągle gdzieś gnał... najchętniej w jakiejś głuszy, w drewnianej chacie, a za oknem niech jest śniegu aż po pachy! ;-) A może całkowita zmiana? jakaś inna branża? tylko jaka? przecież nic innego nie potrafię robić! ;-) a może proste kopanie grządek w ogródku? albo mizianie kotów? tak! ;-) Niestety do tego paskudnego spadku nastroju dodać trzeba, że od ponad miesiąca jestem przeziębiona, na zmianę z mocniejszą grypą, anginą i zapaleniem krtani. Nie wyleczę tego, póki najzwyczajniej w świecie nie wyleżę choroby wraz z jakimś silniejszym antybiotykiem. A na to nie mam krztyny czasu :-/ Nie narzekam, mam pracę, ciężką, czasem bardzo stresującą, ale mam, a to się liczy. Jednak zauważam, że znów wpadam w pracoholizm, poza pracą jest coraz mniej chwil tylko dla mnie, aparat foto się kurzy, wypadów do parków czy najzwyklejszych spacerów coraz mniej... Dziwacznie jest :-/ Nawet nie miałam chwilki, żeby podjechać do miasta kupić sobie, tradycyjnie jak co roku, nowy kubek świąteczny... Muszę to nadrobić!


Z pozytywnych rzeczy – jutro w Sydney wsiada w samolot do Polski moja przyjaciółka H., której nie widziałam już kilka lat! Jestem przeszczęśliwa. Będzie w Polsce cztery tygodnie, niestety nie wszystkie te dni są dla mnie ;-) bo i rodzinę nie tylko w Poznaniu odwiedza, i znajomych – wiadomo! Ale i tak bardzo się cieszę! Mamy ze sobą kontakt stały, ale maile, nawet codzienne!, to nie to samo, co spotkanie przy pysznej kawce i ciasteczku, twarzą w twarz, z uśmiechami i łezkami na przemian, nowinkami i wspomnieniami... Piękny mi prezent robi na koniec tego bardzo trudnego dla mnie roku...

A koniec roku sprzyja podsumowaniom. Mnie się zbiera najwięcej na wspominki, gdy „wprowadzam się” w nowy kalendarz. Tak, wciąż używam książkowego terminarza ;-) Jakoś nie potrafiłam się przenieść do tabletu czy telefonu komórkowego, jestem jednak tradycjonalistką. A kartkując pękaty kalendarz na rok 2017, pełen karteluszek, biletów, recept, notatek... widzę, ile się wydarzyło, jak wiele zrobiłam, jak wiele mi się przytrafiło. Ten rok niestety obfitował we wpisy typu „lekarz” i „bolesna strata” :-/ dlatego nie będę za nim tęsknić. Nie robię planów na przyszłość, nie ma chyba sensu robić sobie nadziei, a raczej podążać za tym co się wydarzy i dostosowywać się na bieżąco.

Życzenia złożę jutro, w wigilię, a dzień później, 25 grudnia, zapraszam na kolejny książkowy konkurs, ostatni w tym roku, jubileuszowy dla mojego bloga :-)


© Origomo, Korea

piątek, 8 grudnia 2017

861. Czasem coś zaboli bardziej...

Foto © Tiny Olive

Kilka dni temu, we wtorek, leżę sobie przykuta do łóżka pierwszym zimowym, solidnym przeziębieniem/grypą i planuję podbój wszechświata... wróć! ;-D Pardon, to ta temperatura miesza mi wciąż w głowie! ...no więc planuję, jakby tu przyozdobić pokój w gwiazdki z nieba ;-D żeby poczuć świąteczny nastrój, kiedy za oknem zaczyna się hałas. To ponoć normalne, co potwierdzają domownicy – nie słyszę tego, bo zwykle o tej porze jestem daleko stąd, poza miastem, w pracy, jednak tego dnia mierzyć się musimy z nowym dźwiękami... :-/ Coś jakby motorynka? Ale zimą ktoś by jeździł? Jakiś silnik... Czy to piła??? I ludzki głos za oknem, na wysokości mojego trzeciego piętra??? Co, u licha???

Jakiś czas temu, a właściwie to już chyba kilka razy pokazywałam wam przepiękny wysoki świerk przy moim oknie, w którego gałęziach mieszka kilkupokoleniowa już rodzina srok. Drzewo ma ponad trzydzieści lat [wiem to, bo mieszkam tu ponad trzydzieści lat, a sąsiadka posadziła je zaraz po wprowadzeniu, a już wtedy to drzewko przecież roczne nie było...], jest strzeliste, zdrowe, obsypane dorodnymi szyszkami, wysokością sięga czteropiętrowego bloku... a raczej sięgało!!! Bo nowa rodzina, która zamieszkała w tym roku na parterze, postanowiła zabawić się w obecnego ministra – nomen omen – Sz. i ten cudny świerk po prostu ściąć!!! Co za barbarzyńcy!!!!! Nie rozumiem tego postępowania, tego pędu niszczenia wszystkiego co żywe wokół. Panowie się promiennie uśmiechali podczas pracy, a kiedy czubek drzewa, wraz z gniazdem srok, spadł na ziemię, to w rękach tylko kieliszków z szampanem im brakowało!!! Nie lubię ludzi, czasem wręcz nie cierpię ludzi! Są jak zaraza dla tej planety :-/ [łącznie ze mną... ;-) żeby nie było! należę do tych o radykalnych poglądach „zielonych”]. Eh! Został tylko łysy kikut, który pewnie lada dzień koparka będzie usuwać... i straszna pustka :-( Co za ludzie... :-/ I cały czar świąt prysł...

No więc mija kolejny dzień, a ja wracam do planów podboju... wróć!!!

środa, 6 grudnia 2017

860. Rozdanie nr 126 - Mikołajki!

Mikołajki! Nareszcie! ;-D A byliście chociaż grzeczni? Pewnie że tak! A co tam ciekawego znaleźliście w butach z samego rana? Rózgę czy łakocie? Cóż, ja się przyznam, że podmówiłam się Mikołajowi o marcepanowy chlebek w czekoladzie*, bez którego nie wyobrażam sobie świąt ;-) i dostałam!!! Mniam! Jak dziecko... ;-) Lata temu, w czasach kryzysu, gdy byłam mała i bardzo łasa na słodycze ;-) to był zawsze taki „powiew Zachodu”, bo to zdaje się niemiecka tradycja i niemiecki wynalazek jest. I rzeczywiście, muszę przyznać, że ich produkcja jest najpyszniejsza ;-)

Wróćmy jednak do konkursu książkowego nr 126. Jak już widać na załączonym obrazku mikołajkowy pakiet książkowy z opowieściami Mademoiselle Oiseau, z niespodziankami ode mnie, poleci do...

- - - bluuu

Gratuluję serdecznie! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.



- - - - - - - - -
* Jak zawsze – nic konkretnie nie reklamuję, pokazuję tylko, co ja sama lubię ;-) Te łakocie są do kupienia m.in. w sieci Lidl lub w wersji exclusive: można sobie sprowadzić Mozartkugel, oryginały, marcepanowe kuleczki prosto z pierwszej, najstarszej manufaktury w Salzburgu w Austrii. Polecam spróbować, choć raz w życiu. Zapewniam, że warto ;-)

piątek, 1 grudnia 2017

859. Konkurs nr 126 - mikołajkowy

I oto nastał nam grudzień, magiczny zimowy miesiąc! Od rana w Poznaniu sypał sobie lekko śnieżek! Czego chcieć więcej? ;-) Jest cudnie! I tylko nie ma minusowej temperatury, żeby ten śnieżek choć trochę poleżał... Dziś otwarcie dorocznego trzydniowego Festiwalu Sztuki i Przedmiotów Artystycznych na terenie MTP. W weekend na Starym Rynku uroczyście ma się rozpocząć Betlejem Poznańskie. O godzinie 17.00 zabłysną tysiące lampek na choince przed Ratuszem oraz zupełnie nowe, zaprojektowanie na zlecenie miasta iluminacje świetlne w całym Poznaniu. Bardzo jestem ich ciekawa! :-D Po kilku latach wciąż tych samych, chociaż bez wątpienia pięknych światełek, cieszę się, że pojawi się coś nowego. Na Starym Rynku oprócz cieszących się dużym zainteresowaniem i znanych już wszystkim stałych i nieodłącznych punktów jarmarku, takich jak szopka bożonarodzeniowa, Dzwonek Życzeń czy Poczta Gwiazdora, pojawią się nowe i równie atrakcyjne – jak choćby Mikołaje na motorach! ;-D A weekend później, w dniach 09-10 grudnia, Stary Rynek stanie się areną zmagań artystów rzeźbiarzy w lodzie, którzy zjadą do Poznania z najdalszych zakątków świata na Stihl POZnań Ice Festival. Aaaaa! Super! Tyle ciekawych imprez się szykuje... Widziałam, że działa już też lodowisko nad jeziorem Malta... Na Śródce przyuważyłam rano, gdy jechałam do pracy, świetlne anioły rozwieszone między kamienicami. Koniecznie muszę podjechać i zrobić fotki. Luuuuubię ten okres!

I żeby ten wspaniały, podniosły nastrój utrzymać jak najdłużej, ogłaszam niniejszym pierwszy grudniowy konkurs, z numerem 126 – „mikołajkowy”. Na rozdanie mam jeden pakiecik dwóch tomów opowieści Mademoiselle Oiseau. To starannie wydane, cudnie ilustrowane historie o przyjaźni, marzeniach, dorastaniu i bajkowej paryskiej modzie. Autorka, Andrea de la Barre de Nanteuil, zawodowo zajmuje się modą jako specjalista PR, a Lovisa Burfitt to jedna z najzdolniejszych współczesnych skandynawskich ilustratorek. O książeczkach można poczytać na stronie domowej Wydawnictwa Literackiego, o tutaj -> KLIK. Sponsorem nagrody jestem ja :-)


Można się już wpisywać w komentarze pod tym postem. A czasu jest tym razem mało, bo tylko do północy 05 grudnia. W środę 06 grudnia, w Mikołajki, ogłoszę, do kogo polecą książeczki. Zapraszam! :-)

sobota, 25 listopada 2017

858. Rozdanie nr 125

Nie przesadzę jeśli powiem, że wczoraj ze skrzynki mailowej wyrzuciłam jakąś setkę ofert ze sklepów... :-/ „Black Friday” w natarciu! A nawet „Black Weekend” – jak mnie niektórzy donośnie informowali. :-/ Aaaaa!!! Nie!!! Jest jeszcze „Cyber Monday”! Jak możesz tego nie wiedzieć?! ;-D Przypuszczam, że nawet jeśli miałabym wieeeeelki worek pieniędzy, nie wystarczyłoby to na te wszystkie proponowane rzeczy, no i gdzie bym je miała schować w tym moim maleńkim pokoiku??? A przecież kosztują „jedyne 99 złotych i 99 groszy!!! Kupuj! Kupuj! Kupuj! Musisz to mieć!!!”. :-/ Też tak mieliście, co? Pomyślałam sobie, ile osób dało się „napędzić” na te zakupy, a jestem pewna, że sporo – codziennie po pracy wracam do domu niby nie centrum miasta, ale obok największego poznańskiego centrum handlowego. Roiło się tam od ludzi!! Z tramwajów wysypywały się setki kolejnych chętnych stracić co nieco pieniędzy... A co się działo w całym Poznaniu? A w necie??? Co za świat! :-/ W takie dni mam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie ;-)


Ale mamy tutaj ważniejszą rzecz do ogłoszenia ;-) Jak widać na załączonym obrazku, już po rozdaniu. Pakiecik książek poleci do…

- - - Zuzanka

Gratuluję serdecznie! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

Już za momencik zacznie się grudzień i, mam nadzieję, że Pani Zima się postara, aby ten piękny miesiąc rozpoczął się przytupem – zwanym śniegiem ;-D – i potem miał odpowiednią, mroźną i uroczystą oprawę, najlepiej aż do końca zimy. Bardzo na to czekam! Od siebie zaproszę na tradycyjne dwa grudniowe książkowe konkursy – pierwszy, w okolicach 6 grudnia, „mikołajkowy” dla dzieci oraz drugi, w okolicy 25 grudnia, jubileuszowy. Mój „kawałek internetowego tortu”, zwany Zacisze wyśnione..., kończy 10 lat! Sama nie wiem, jak i kiedy ten czas tak szybko minął... Na razie nie zdradzę, jakie książki się znajdą w konkursach ;-) ale już dziś zapraszam!

niedziela, 19 listopada 2017

857. Konkurs nr 125 - „Sierotka”

Zdjęcie © moje ;-)

Listopad to miesiąc chyba najbardziej ponury w roku – pogoda się gwałtownie zmieniła, a wraz z nią nasze nastroje, samopoczucie... Wczoraj wybrałam się do Ogrodu Botanicznego, bo gdybym nie wyszła z domu, to bym na 100% została w łóżku pod kołdrą ;-) Słodkie lenistwo! Ale spacer ogrodowymi alejkami dodał mi ciut energii, a potem, w centrum miasta, widok „niemieckiej” części Betlejem Poznańskiego, które od wczoraj już działa, dodał nieco radosnego nastroju. Ładny ten mój Poznań jest ;-) zabiegany, chaotycznie rozkopany, wiecznie w remontach, hałaśliwy, ponuro-szaro-bury, ale mój ;-)

Zdjęcie © „GW”

Czas rozpocząć konkurs nr 125. W listopadzie to tradycyjne „sierotki”, a właściwie tym razem to jest jedna „sierotka” do rozdania, z marca 2016 roku. Na fotce poniżej widać, co dostanie jedna chętna osoba [choć to nie wszystkie książki ;-) w paczce będzie kilka niespodzianek]:

- - - Åke Edwardson Wołanie z oddali
- - - Mary Shelley Frankenstein
- - - Deborah Moggach Tulipanowa gorączka
- - - Irvine Welsh Trainspotting Zero


Baaardzo zróżnicowana oferta czytelnicza ;-) ale komu się podoba, zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Jak zawsze macie czas do najbliższej piątkowej północy, a w przyszłą sobotę ogłoszę, do kogo zapuka listonosz z wielką paką książek ;-) Zapraszam!

sobota, 28 października 2017

856. Rozdanie nr 124

Wietrzna i deszczowa, ponura pogoda za oknem całkiem nie zachęca do spacerków, ale ja się dziś wybrałam za namową – opatulona po nos, w parasolką w garści – na „wełniane łowy” z przyjaciółką. Oczywiście ja nie umiem nic zrobić, to już wiecie - ręce niesprawne :-/ ale E. jest mistrzynią szydełka! W pewnym ciekawym sklepie w Poznaniu, gdzie można pogadać, pożartować, co nieco się dowiedzieć/nauczyć ;-) od przemiłej właścicielki, a także obejrzeć, pomacać, a następnie zakupić cudną wełnę z firmy Drops* miały być spore przeceny przy okazji czyszczenia półek. E. nie mogła się oprzeć reklamie, a ja za nią idę jak w dym ;-) zwłaszcza że miałam przyobiecany dwukolorowy, haftowany szklanymi koralikami szalik na zimę [a taki mi w głowie powstał, miałam sobie wybrać kolorki i rodzaj wełny - alpaka! - a E. obiecała spełnić marzenie ;-) ]. Niestety! Jak to w życiu bywa – sklep był dziś, a nawet będzie w poniedziałek i wtorek zamknięty! I tak obiłyśmy sobie tylko nosy o szybę w zamkniętych drzwiach... Namówiłam zatem E. na pyszne, słodkie latte dyniowe [jak na zdjęciu] i ploteczki. Miły poranek, mimo zawiedzionych nadziei! ;-)

= = = = = = =
* Absolutnie nic nie reklamuję, zwyczajnie odnotowuję fakt, a jeśli kto poszuka, pomaca i skorzysta, to z korzyścią dla niego! ;-D

* * *


Jak już widzicie na fotce u góry, książki z konkursu nr 124 rozdane. Nowe przygody Flawii [plus niespodzianki] będę już za niedługo cieszyły poniższe osoby:

- - - Sylwia Jamrozik
- - - weronka
- - - Barbara Danielska
- - - Pasje Violi
- - - Promyk

Gratuluję szczęśliwcom serdecznie! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

A za miesiąc, w listopadowym konkursie z numerem 125 tradycyjne, rokroczne „sierotki”! ...a właściwie to jedna „sierotka” z marca. Do wygrania będzie kryminał Åke Edwardsona i zbiór dowcipów z tamtego konkursu plus kilka dodatkowych książek ode mnie na poprawę humoru. Zapraszam już dziś! ;-)

sobota, 21 października 2017

855. Konkurs nr 124 - Flawia de Luce

© by daria khoroshavina – polecam jej stronkę - dziewczyna tworzy cudowne cinemagrafiki! A tu stronka twórców tej techniki -> KLIK :-)

Lubię jesień, tę ciepłą, słoneczną, i tę deszczową też. Nie przeszkadza mi to, a wręcz nastraja radośnie ;-) Często, całkiem jak dzieciak, siedzę z nosem przylepionym do szyby okiennej i obserwuję spływające krople deszczu. To też potrafi być piękne! Poza tym jak większość chyba lubię, gdy cały świat roślin zmienia swoje kolory, nawet słońce postanawia wyzłocić swoje promyczki i nadać ten specyficzny, ciepły koloryt wszystkiemu co nas otacza. To taki czas, gdy owinięta po sam nos ciepłym szalem mogę podziwiać wygłuszające dźwięki, porannej mgły nad Wartą [codziennie około 6.30 wsiadam w autobus blisko rzeki, więc okazji mam bez liku ;-) ], albo pójść na spacer do lasu i poskakać w stertach suchych liści. No pięknie jest, po prostu! Warto spróbować... ;-)

W tym miesiącu byłam dwa razy w kinie – jak już dawno nie bywałam!, ale okazja ku temu była szczególna. Bardzo przez wszystkich miłośników kina oczekiwana premiera „Blade Runner 2049” i w ramach „Wydarzeń” w Multikinie 51 – koncert Pearl Jam, sentymentalny powrót do muzycznej fascynacji z młodości, trochę przegadany, ale jakże żywiołowy ;-) O kontynuacji kultowego „Blade Runner” z 1982 roku w sieci jest mnóstwo, na pewno czytaliście już i recenzje, i obejrzeliście wszelkie zajawki, jeśli tylko lubicie kino. Ja muszę ten film obejrzeć sobie raz jeszcze, bo szłam do kina tak naładowana emocjami, z tak wielkimi oczekiwaniami, tak bardzo skupiłam się na treści, że obawiam się, że ominęło mnie bardzo wiele, albo... ten film jest tak bardzo naszpikowany znaczeniami, tajemnicami, niedopowiedzeniami, a do tego te niesamowite wręcz, dech odbierające obrazy, powolny sposób opowieści [który mnie akurat bardzo przypadł do gustu], monumentalna, a właściwie pompatyczna i niekiedy niestety przeszkadzająca muzyka... że wychodząc z kina, czułam się przytłoczona. Jednak w ogólnym odczuciu jestem jak najbardziej na tak, to udana kontynuacja absolutnie genialnego jak dla mnie pierwowzoru, ze znakomitą obsadą. Wizualnie majstersztyk! Na zachętę kilka kadrów z filmu poniżej: ;-)


A na zakończenie przechodzimy do sedna tegoż postu ;-) czyli do książkowego konkursu nr 124. Kto chce nową powieść Alana Bradleya??? Oto dalsze przygody rezolutnej Flawii, tym razem z dala od rodzinnego domu, za oceanem, w Kanadzie, w Żeńskiej Akademii panny Bodycote – szkole z internatem, do której została „wygnana”, a gdzie niegdyś uczęszczała także jej mama, Harriet. Brzmi intrygująco, prawda? A do tego ten tytuł: „Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni”! Cudo! Premierowo mam dla Was aż pięć wciąż pachnących farbą drukarską egzemplarzy do rozdania. Wszystkich chętnych proszę o wpisywanie się w komentarze pod tym postem. Macie czas tradycyjnie do najbliższej piątkowej północy, rozdanie w ostatnią sobotę października. Zapraszam!

sobota, 30 września 2017

854. Rozdanie nr 123

Cieszę się, że książki konkursowe zdobyły waszą aprobatę :-) Myślę, że tematycznie są w sam raz, by zatrzymać letnie słoneczko, a i przygotować się do radosnej, kolorowej jesieni. Życzę duuużo pozytywnych emocji podczas lektury! :-)

Jak widać na obrazku u góry, już po rozdaniu. Dwójka szczęśliwców...

- - - Bogda
- - - Dominika K.

...proszona jest o podesłanie swoich adresów! ;-)
Gratuluję serdecznie!

Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

niedziela, 24 września 2017

853. Konkurs nr 123 - romantyczny ;-)

Od dwóch dni mamy jesień kalendarzową, i też taką prawdziwą, co się zowie!, za oknem. To obok zimy moja ukochana pora roku i już nie mogę się doczekać przepięknie odbarwionych na żółto i czerwono liści pod stopami podczas porannego spaceru w lesie, błyszczących kulek kasztanów w kieszeni, złotego światła przebijającego w koronach drzew, mgły nad rzeką... Cieszę się! ;-) A ponieważ nabrałam takiego „romantycznego” nastroju, ze słupka książek na rozdanie wybrałam dla was... romanse!

Jojo Moyes to brytyjska pisarka, dziennikarka, dwukrotna zdobywczyni Romantic Novel of the Year Award. Film według jej powieści Zanim się pojawiłeś był również i w naszych kinach, i o ile wiem – miał całkiem sporą widownię, tak samo jak i czytelników, bo jej powieści świetnie się u nas sprzedają, miały już nawet po kilka wydań. Prawda jest taka, że romanse są zawsze w modzie, czyż nie? ;-) Mam dla was na rozdanie dwie powieści Jojo Moyes:

- - - Dziewczyna, którą kochałeś
- - - We wspólnym rytmie

Jak zawsze, do przesyłek dołączę co nieco do czytania i do kolorowania. Kto chętny, zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Czas: od teraz do piątkowej północy. Rozdanie tradycyjnie w sobotę, ostatniego dnia września. Powodzenia! :-)

sobota, 16 września 2017

852. Tydzień wolnego

Tydzień wolnego w Kołobrzegu! :-D Długo wyczekiwany, wyśniony, upragniony tydzień. I jaki był? Piękny... prawie ;-) bo jak nie padało, to lało i wiało, a dzień później... znów padało ...tak dla odmiany... i tak całe siedem dni! :-/ Ale pomyślałyśmy, że z cukru nie jesteśmy i tak szybko się nie rozpuścimy, więc ósma rano pobudka, śniadanie, parasol w dłoń i w drogę – albo w głąb miasta, w stronę ratusza i jeszcze dalej, albo na długi spacer wzdłuż pięknej plaży aż do latarni morskiej! ;-) Miasto odnowione, czyściutkie, przestronne, bardzo zielone, nieco dalej od centrum natomiast natykałyśmy się na budowę obok kolejnej budowy wysokich apartamentowców. Widać, że miasto rośnie w siłę, a włodarze dbają o każdy szczegół. Na uliczkach miasta, niemal w każdym sklepiku, kawiarence czy barze słychać... język niemiecki. Mnóstwo kuracjuszy stamtąd przyjeżdża i zostawia tu swoje pieniążki. I w sumie to i dobrze, bo również dzięki nim jest tu naprawdę ładnie.


Jeszcze w Poznaniu zaplanowałyśmy sobie całodniowy wypad do Dobrzycy, do ogrodów Hortulus [około 30 minut (?) komunikacją od Kołobrzegu]. Niestety i pogoda, i kiepska informacja turystyczna popsuły nam szyki. Poza sezonem letnim nie ma busów do Dobrzycy, o czym panie z informacji nie wiedziały i wręczały rozkład jazdy... nieaktualny! :-/ Ale dla chcącego nie ma nic trudnego ;-) Pojechałyśmy najpierw do Koszalina, a stamtąd już jeździ bus prosto pod bramy ogrodu.


Powrót do pracy to jakby dostać „z liścia”, ale cóż... takie życie... Pozostaje planowanie kolejnego choćby tygodnia z dala od maszynopisów i wydawniczych obowiązków ;-)



= = = = = = =
Wszystkie zdjęcie moje, robione niezawodnym Olympusem e-510 lub... telefonem HTC ;-)