sobota, 24 czerwca 2017

846. Rozdanie nr 120


Uff, zdążyłam ;-D Dziękuję za waszą cierpliwość!!! No i pardon, że po nocy ;-) z kiepską „zblurowaną” fotką, ale rodzinne obowiązki numerem jeden. Wiem, że zrozumiecie i raz jeszcze dziękuję, że jesteście!

Na zdjęciu już widać, do kogo polecą konkursowe pakieciki z książeczkami [losowo!] i z dodatkowymi niespodziankami, ale jeszcze dla formalności podam poniżej nicki:

- - -> Leacathy
- - -> Doriss

Gratulacje serdeczne!!! :-D
Mam nadzieję, że się książeczki dzieciaczkom spodobają!
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

sobota, 17 czerwca 2017

845. Konkurs książkowy nr 120 - dla dzieci!

Zbliża się ostatni pełen tydzień miesiąca, czyli czas na tradycyjny już konkurs książkowy na moim blogu. To już 120 edycja! Nieźle mi - i wam też - idzie! Możemy sobie pogratulować wytrwałości ;-D a wam ja serdecznie dziękuję, że wciąż się ze mną chcecie „bawić w książki”! Dziękuję!

Tym razem wymyśliłam sobie, że skoro to czerwiec, który zaczyna się pięknym świętem dzieci, a do tego tuż za rogiem czekają wakacje [więc można już porzucić podręczniki ;-)], uszykowałam dwa pakiety specjalnie skomponowane z książeczek dla najmłodszych:

- - - Brzechwa dzieciom - klasyczna, cudowna pozycja z rymowankami dla najmłodszych, ale nie tylko; z całkiem nowymi ilustracjami godnymi uwagi, książka porządnie wydana w twardej oprawie. Plus dwie kolorowanki dla miłośników domowych zwierzaków: Milion kotów i Milion psów.


- - - Baranek Bronek - ciepła opowieść o pewnym baranku, który jako jedyny na Żabim Mokradełku nie może zasnąć. Plus dwie kolorowanki-opowieści o przygodach małej dziewczynki i jej przyjaciółki wróżki z antycznego zegara z kukułką: Komnata czasu i Ogród czasu.


Sponsorem książek jestem ja. Oczywiście do przesyłek będą dołączone małe niespodzianki ;-) Kto chętny, zapraszam! Można się już wpisywać w komentarze pod tym postem. Macie czas do najbliższej piątkowej północy, rozdanie - w sobotę 24 czerwca. Zapraszam! :-)

piątek, 2 czerwca 2017

844. Podstawy ogrodnictwa - kurs

Widok na centrum ogrodu z rzeźbą baletnicy - fontanną.

Od kiedy pamiętam - fotografuję, głównie przyrodę, bo ludzi jakoś nie mam odwagi ;-) Wiąże się to też z zaciekawieniem przyrodą, a z biegiem lat rozwinęło się do amatorskiego zainteresowania ogrodnictwem oraz planowaniem i zagospodarowywaniem przestrzeni zielonej. Nie mam własnego ogródka, a jedynie bardzo ciepłe wspomnienia z dzieciństwa z działki dziadków oraz pasję, którą już raz próbowałam rozwijać [pisałam tu, na blogu, o perypetiach, jakie mnie spotkały, gdy chciałam się zapisać do pewnej prywatnej sieci szkół w całej Polsce, która niby prowadzi roczne kursy architektury krajobrazu, ale która tak naprawdę rok w rok chyba ich nawet nie uruchamia, bo ponoć nie ma chętnych :-/ jakoś w to nie wierzę... -> KLIK]. Niestety poza studiami na Uniwersytecie Przyrodniczym - na które raczej się nie nadaję, za małą mam wiedzę - nie znalazłam żadnych kursów czy szkół dla laików, czegoś dla początkujących w Poznaniu. Szkoda, bo przyszedł dzień, że postanowiłam nauczyć się więcej, uporządkować wiedzę itp., a nie miałam gdzie tego zrobić :-/

Ale! Pod koniec zeszłego roku w ramach Uniwersytetu Otwartego organizowanego przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a realizowanego przez wszystkie poznańskie wyższe uczelnie, w zależności od tematyki oczywiście, uruchomiono zapisy m.in. na 30-godzinny kurs „Podstawy ogrodnictwa” w formie wykładów i warsztatów. Już drugiego dnia od ogłoszenia oferty kursów zarejestrowałam się do strefy studenta i zapisałam na ten konkretny. Niestety... od razu trafiłam na listę rezerwową :-/ Ki czort? 24 godziny i już nie ma miejsc? Czyżby jednak zainteresowanie było aż tak duże?! Na to wygląda :-) Cierpliwie czekałam na jakieś wieści. Po miesiącu dostałam informację, że ponieważ sporo osób się zapisało, postanowiono zorganizować dwie grupy i, jeśli nadal jestem zainteresowana, a dni według wstępnego planu mi pasują, to mam wpłacić pieniążki i poczekać na potwierdzenie oraz dokładny plan zajęć. Udało się! No taka szczęśliwa, jak tamtego dnia w styczniu tego roku to już dawno nie byłam ;-D

Według informacji z UO kurs miał być realizowany przez Ogród Botaniczny na ich terenie – cu-dow-nie!!! po prostu marzenie! :-D – a zajęcia zostały podzielone na cztery bloki tematyczne:
- podstawy projektowania krajobrazu z mgr inż. Beatą Grabowską;
- podstawy ogrodnictwa prowadzone przez mgr Joannę Jaskulską;
- dekoracje roślinne z mgr inż. Grażyną Naser;
- rośliny doniczkowe prowadzone przez mgr inż. Ewę Kazimierczak-Grygiel.

Zajęcia odbywały się w soboty, nie kolejne, z przerwami od lutego do maja, na terenie Botanika [w salce, w szklarniach i w samym ogrodzie]. W naszej grupie było 15 osób, ale nie wszyscy na wszystkie zajęcia przychodzili. Niektóre osoby interesowały się tylko projektowaniem, inne wyłącznie pracami ogrodowymi. Ja oczywiście byłam na wszystkich zajęciach – pilna uczennica z wiecznym „bananem” na twarzy ;-D Trochę zdjęć wam już pokazywałam, bo ja oczywiście jak ten przysłowiowy japoński turysta wszystko musiałam uwiecznić dla mojej ulatującej pamięci, ale muszę przyznać, że po ostatnich zajęciach 20 maja, gdy sobie przeanalizowałam wszystkie te spotkania, poukładałam notatki, zdjęcia, materiały dydaktyczne od wykładowczyń itp., to z radością zauważyłam, że bardzo dużo zapamiętałam, że nagle niektóre rośliny rozpoznaję bez wyszukiwania w atlasie, a nawet potrafię doradzić, jaką ziemię, czy w jakich warunkach owe rośliny lubią rosnąć. Nie jest z tą moją pamięcią aż tak źle, jak mi się wydawało... no i zdecydowanie łatwiej jest się mi uczyć, gdy ktoś mi cierpliwie tłumaczy i ciekawie opowiada.

Wszystkie panie prowadzące zajęcia wyróżniały się ogromną wiedzą [te z łatwością rzucane łacińskie nazwy z głowy, bez podpowiedzi! szacunek!], niezwykłą wręcz umiejętnością jej przekazywania [a to przecież nie takie proste], uśmiechem i cierpliwością, ale przede wszystkim – pasją! Ja takich ludzi uwielbiam! Od razu widać, że ktoś kocha to, co robi i do tego lubi się swą wiedzą dzielić.

Nie mam zbytnio manualnych zdolności, ale udało mi się dzięki pani Grażynie zrobić i bukiet okolicznościowy, i kompozycję z suchych roślin [na foto poniżej - tylko proszę bez komentarzy... i tak jestem dumna, że cokolwiek wyszło ;-D ], a nawet stroiki na wielkanocny stół.


Pani Ewa pokazała nam szklarnie – miejsca, do których nie mają dostępu zwiedzający Ogród Botaniczny, i opowiedziała o pielęgnowaniu roślin egzotycznych i domowych tak dużo, że moja główka parowała z przegrzania, a kajecik aż pękał w szwach od notatek! ;-)


Pani Justyna dała nam do rąk łopaty, grabie i inne utensylia i „zagoniła” do konkretnej roboty w ogrodzie ;-) Cudnie! Na pierwszych zajęciach przesadzaliśmy rośliny i robiliśmy sadzonki, a na kolejnych zajęciach sadziliśmy piękne dalie, kanny oraz dwa rodzaje traw przed pawilonem dydaktycznym. A pani Beata na pierwsze zajęcia przygotowała dla nas bogate prezentacje multimedialne, które bardzo ładnie uporządkowały naszą wiedzę o historii ogrodów, o rodzajach ogrodów i przede wszystkim pełne są porad dotyczących projektowania krok po kroku metodą, którą promuje Rosemary Alexander. A podczas ostatnich zajęć z panią Beatą przeszliśmy się po Botaniku, w konkretne miejsca ilustrujące to, co poznaliśmy na pierwszych teoretycznych zajęciach. Niestety projekt ogrodu, który był głównym tematem, zaczęłam i nie skończyłam – to było za dużo dla mnie, musiałabym jednak mieć „przewodnika”, bo sama nie potrafię. Ale wiadomo było, że przecież przez kilka godzin to my się nie nauczymy wszystkiego – to tak, jakbyśmy „liznęli” tylko wiedzę ;-)


Czy mi się podobało? Tak, bardzo! Czy bym poleciła taki kurs i komu? Tak, zdecydowanie, dla osób początkujących, które chcą sprawdzić, czy to rzeczywiście ich interesuje i chcą się temu poświęcić, jako „co nieco na początek”. 30 godzin to zdecydowanie za mało na tak obszerny materiał. Moim zdaniem, lepiej by było podzielić ten kurs na kilka bardziej szczegółowych – wtedy jest szansa, że bym ten projekt na papierze rzeczywiście zrobiła ;-D

Na sam koniec zajęć dostaliśmy piękne certyfikaty potwierdzające uczestnictwo w kursie, oraz kilka sadzonek do wyboru w prezencie od Ogrodu Botanicznego. A jako że nie mam ogrodu, ucieszyła się moja siostra – z kłączy irysków – oraz kuzynka – z forsycji, cisu i lilaka. Przepiękny gest! Bardzo bardzo dziękuję! :-D Sama odwdzięczyłam się płytami CD ze zdjęciami na pamiątkę, bo narobiłam ich setki ;-) oraz kolorowankami z roślinami z ogrodów w Kew w Londynie, które i wam kiedyś proponowałam [informacyjnie: warto poszukać w księgarniach lub zamówić u wydawcy, bo nakłady się kończą i za moment ich już nie będzie, a są naprawdę piękne! Jak ktoś nie umie kolorować, to może sobie te rysunki w wersji kolorowej wyciąć i powiesić w antyramkach na przykład w kuchni – ładna ozdoba! polecam!]. Mam nadzieję, że Botanik znów będzie uczestniczył w Uniwersytecie Otwartym i zaproponuje jakiś ciekawy kurs. Na pewno się zapiszę ;-)


= = = = =
Zdjęcia moje, robione telefonem HTC ;-) tym razem. Nie pokazuję na zdjęciach osób – prowadzących ani uczestników – bo nie wiem, czy by się zgodziły na taki ruch z mojej strony. Zatem tylko przyroda ;-)