piątek, 2 czerwca 2017

844. Podstawy ogrodnictwa - kurs

Widok na centrum ogrodu z rzeźbą baletnicy - fontanną.

Od kiedy pamiętam - fotografuję, głównie przyrodę, bo ludzi jakoś nie mam odwagi ;-) Wiąże się to też z zaciekawieniem przyrodą, a z biegiem lat rozwinęło się do amatorskiego zainteresowania ogrodnictwem oraz planowaniem i zagospodarowywaniem przestrzeni zielonej. Nie mam własnego ogródka, a jedynie bardzo ciepłe wspomnienia z dzieciństwa z działki dziadków oraz pasję, którą już raz próbowałam rozwijać [pisałam tu, na blogu, o perypetiach, jakie mnie spotkały, gdy chciałam się zapisać do pewnej prywatnej sieci szkół w całej Polsce, która niby prowadzi roczne kursy architektury krajobrazu, ale która tak naprawdę rok w rok chyba ich nawet nie uruchamia, bo ponoć nie ma chętnych :-/ jakoś w to nie wierzę... -> KLIK]. Niestety poza studiami na Uniwersytecie Przyrodniczym - na które raczej się nie nadaję, za małą mam wiedzę - nie znalazłam żadnych kursów czy szkół dla laików, czegoś dla początkujących w Poznaniu. Szkoda, bo przyszedł dzień, że postanowiłam nauczyć się więcej, uporządkować wiedzę itp., a nie miałam gdzie tego zrobić :-/

Ale! Pod koniec zeszłego roku w ramach Uniwersytetu Otwartego organizowanego przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a realizowanego przez wszystkie poznańskie wyższe uczelnie, w zależności od tematyki oczywiście, uruchomiono zapisy m.in. na 30-godzinny kurs „Podstawy ogrodnictwa” w formie wykładów i warsztatów. Już drugiego dnia od ogłoszenia oferty kursów zarejestrowałam się do strefy studenta i zapisałam na ten konkretny. Niestety... od razu trafiłam na listę rezerwową :-/ Ki czort? 24 godziny i już nie ma miejsc? Czyżby jednak zainteresowanie było aż tak duże?! Na to wygląda :-) Cierpliwie czekałam na jakieś wieści. Po miesiącu dostałam informację, że ponieważ sporo osób się zapisało, postanowiono zorganizować dwie grupy i, jeśli nadal jestem zainteresowana, a dni według wstępnego planu mi pasują, to mam wpłacić pieniążki i poczekać na potwierdzenie oraz dokładny plan zajęć. Udało się! No taka szczęśliwa, jak tamtego dnia w styczniu tego roku to już dawno nie byłam ;-D

Według informacji z UO kurs miał być realizowany przez Ogród Botaniczny na ich terenie – cu-dow-nie!!! po prostu marzenie! :-D – a zajęcia zostały podzielone na cztery bloki tematyczne:
- podstawy projektowania krajobrazu z mgr inż. Beatą Grabowską;
- podstawy ogrodnictwa prowadzone przez mgr Joannę Jaskulską;
- dekoracje roślinne z mgr inż. Grażyną Naser;
- rośliny doniczkowe prowadzone przez mgr inż. Ewę Kazimierczak-Grygiel.

Zajęcia odbywały się w soboty, nie kolejne, z przerwami od lutego do maja, na terenie Botanika [w salce, w szklarniach i w samym ogrodzie]. W naszej grupie było 15 osób, ale nie wszyscy na wszystkie zajęcia przychodzili. Niektóre osoby interesowały się tylko projektowaniem, inne wyłącznie pracami ogrodowymi. Ja oczywiście byłam na wszystkich zajęciach – pilna uczennica z wiecznym „bananem” na twarzy ;-D Trochę zdjęć wam już pokazywałam, bo ja oczywiście jak ten przysłowiowy japoński turysta wszystko musiałam uwiecznić dla mojej ulatującej pamięci, ale muszę przyznać, że po ostatnich zajęciach 20 maja, gdy sobie przeanalizowałam wszystkie te spotkania, poukładałam notatki, zdjęcia, materiały dydaktyczne od wykładowczyń itp., to z radością zauważyłam, że bardzo dużo zapamiętałam, że nagle niektóre rośliny rozpoznaję bez wyszukiwania w atlasie, a nawet potrafię doradzić, jaką ziemię, czy w jakich warunkach owe rośliny lubią rosnąć. Nie jest z tą moją pamięcią aż tak źle, jak mi się wydawało... no i zdecydowanie łatwiej jest się mi uczyć, gdy ktoś mi cierpliwie tłumaczy i ciekawie opowiada.

Wszystkie panie prowadzące zajęcia wyróżniały się ogromną wiedzą [te z łatwością rzucane łacińskie nazwy z głowy, bez podpowiedzi! szacunek!], niezwykłą wręcz umiejętnością jej przekazywania [a to przecież nie takie proste], uśmiechem i cierpliwością, ale przede wszystkim – pasją! Ja takich ludzi uwielbiam! Od razu widać, że ktoś kocha to, co robi i do tego lubi się swą wiedzą dzielić.

Nie mam zbytnio manualnych zdolności, ale udało mi się dzięki pani Grażynie zrobić i bukiet okolicznościowy, i kompozycję z suchych roślin [na foto poniżej - tylko proszę bez komentarzy... i tak jestem dumna, że cokolwiek wyszło ;-D ], a nawet stroiki na wielkanocny stół.


Pani Ewa pokazała nam szklarnie – miejsca, do których nie mają dostępu zwiedzający Ogród Botaniczny, i opowiedziała o pielęgnowaniu roślin egzotycznych i domowych tak dużo, że moja główka parowała z przegrzania, a kajecik aż pękał w szwach od notatek! ;-)


Pani Justyna dała nam do rąk łopaty, grabie i inne utensylia i „zagoniła” do konkretnej roboty w ogrodzie ;-) Cudnie! Na pierwszych zajęciach przesadzaliśmy rośliny i robiliśmy sadzonki, a na kolejnych zajęciach sadziliśmy piękne dalie, kanny oraz dwa rodzaje traw przed pawilonem dydaktycznym. A pani Beata na pierwsze zajęcia przygotowała dla nas bogate prezentacje multimedialne, które bardzo ładnie uporządkowały naszą wiedzę o historii ogrodów, o rodzajach ogrodów i przede wszystkim pełne są porad dotyczących projektowania krok po kroku metodą, którą promuje Rosemary Alexander. A podczas ostatnich zajęć z panią Beatą przeszliśmy się po Botaniku, w konkretne miejsca ilustrujące to, co poznaliśmy na pierwszych teoretycznych zajęciach. Niestety projekt ogrodu, który był głównym tematem, zaczęłam i nie skończyłam – to było za dużo dla mnie, musiałabym jednak mieć „przewodnika”, bo sama nie potrafię. Ale wiadomo było, że przecież przez kilka godzin to my się nie nauczymy wszystkiego – to tak, jakbyśmy „liznęli” tylko wiedzę ;-)


Czy mi się podobało? Tak, bardzo! Czy bym poleciła taki kurs i komu? Tak, zdecydowanie, dla osób początkujących, które chcą sprawdzić, czy to rzeczywiście ich interesuje i chcą się temu poświęcić, jako „co nieco na początek”. 30 godzin to zdecydowanie za mało na tak obszerny materiał. Moim zdaniem, lepiej by było podzielić ten kurs na kilka bardziej szczegółowych – wtedy jest szansa, że bym ten projekt na papierze rzeczywiście zrobiła ;-D

Na sam koniec zajęć dostaliśmy piękne certyfikaty potwierdzające uczestnictwo w kursie, oraz kilka sadzonek do wyboru w prezencie od Ogrodu Botanicznego. A jako że nie mam ogrodu, ucieszyła się moja siostra – z kłączy irysków – oraz kuzynka – z forsycji, cisu i lilaka. Przepiękny gest! Bardzo bardzo dziękuję! :-D Sama odwdzięczyłam się płytami CD ze zdjęciami na pamiątkę, bo narobiłam ich setki ;-) oraz kolorowankami z roślinami z ogrodów w Kew w Londynie, które i wam kiedyś proponowałam [informacyjnie: warto poszukać w księgarniach lub zamówić u wydawcy, bo nakłady się kończą i za moment ich już nie będzie, a są naprawdę piękne! Jak ktoś nie umie kolorować, to może sobie te rysunki w wersji kolorowej wyciąć i powiesić w antyramkach na przykład w kuchni – ładna ozdoba! polecam!]. Mam nadzieję, że Botanik znów będzie uczestniczył w Uniwersytecie Otwartym i zaproponuje jakiś ciekawy kurs. Na pewno się zapiszę ;-)


= = = = =
Zdjęcia moje, robione telefonem HTC ;-) tym razem. Nie pokazuję na zdjęciach osób – prowadzących ani uczestników – bo nie wiem, czy by się zgodziły na taki ruch z mojej strony. Zatem tylko przyroda ;-)

8 komentarzy:

Ann Goldwin pisze...

Przeżyłaś widzę wspaniałą przygodę 😃 Mnie nie za bardzo ciągnie do roślinek, ale gratuluję, bo to cudowne, że tak rozwijasz swoją pasję. A stroiczek piękny! 😉 Pozdrawiam!

Doriss pisze...

Uwielbiam "grzebanie" w ziemi. Później można usiąść i delektować się widokiem rosnących roślin.
Świetny kurs.
Pozdrawiam
D

Elunia pisze...

Wspaniałe doświadczenie, które z pewnością pomoże w rozwijaniu Twojej pasji.
Pozdrawiam serdecznie :))

barbaratoja pisze...

Sądząc po długości wpisu, czytanego z przyjemnością, było to dla ciebie cudowne wydarzenie.

jagnieszka pisze...

Świetny post :)mega zachęcający i przeczytałam go z zaciekawieniem i bananem na twarzy :) ja ogródek mam od ok.24 lat,najpierw był to typowy warzywniak a teraz teren całkowicie rekreacyjny. Miałam przez moment nawet taki pomysł,żeby studiować w tym kierunku ale na szczęście mi przeszło;) nie wyobrażam sobie rysowania w skali całych ogrodów,przerasta mnie to,ale grzebaninę w glebie kocham. Pozdrawiam aga

Ula K. pisze...

W cudnych zajęciach uczestniczyłaś :) wspaniałe doświadczenie zdobyłaś :) Ja niezmiennie od kilku lat uskuteczniam ogródek na balkonie z różnym skutkiem... Po ostatnich próbach z roślinami wieloletnimi, które mi wszystkie zmarzły w zimie, w tym roku postawiałam na rośliny jednoroczne cebulowe, jak na razie rosną co mnie niezmiernie cieszy :)
P.S. Książki dotarły :) bardzo dziękuję! Ich ilość i różnorodność bardzo mnie zaskoczyły :)

Avrea pisze...

świetna przygoda i pouczająca :)

incognito pisze...

o, tak ... takie grzebanie w ziemi, niesamowicie wciąga ... choćby tylko uprawa roślin balkonowych, jak w moim przypadku ... podlewanie, nawożenie, pielęgnowanie, że nie wspomnę o aspekcie poznawczym, jaki stwarzają różnorakie rośliny, dotąd mi nieznane :)
tym bardziej rozumiem Twój zachwyt i radość, jaki sprawił Ci ten kurs :)
pozdrawiam serdecznie :)