niedziela, 31 grudnia 2017

Sylwestrowo


Szczęśliwego nowego roku 2018!
życzy M.
:-)


sobota, 30 grudnia 2017

864. Rozdanie nr 127


Moi drodzy Czytelnicy!
Zacisze wyśnione... skończyło 10 lat! To chyba zacny wiek, jak na bloga ;-) Za wszystkie wpisy i życzenia pragnę bardzo, ale to bardzo serdecznie podziękować! Trudno aż wyrazić słowami, jakie to jest miłe i podbudowujące, że wciąż tu ze mną jesteście. Dziękuję!!! Nie znamy się osobiście, ale ciutkę z siebie każdy z nas tu, w Internecie, zostawia. Dzielimy się tym, co lubimy, kochamy, co potrafimy, czym się pasjonujemy, a dla niektórych to nawet sposób na życie i biznes jest! ;-) Cieszę się, że mogę obserwować tak wiele różnych Waszych pasji, a nawet mam w tym swój udział, malutki ale jednak. ;-) Życzę Wam i sobie dużo wytrwałości w blogowaniu oraz nieustających wzruszeń i inspiracji w kolejnych latach!


A w ramach skromnych podziękowań w konkursie książkowym nr 127 – jubileuszowym – pakiet książek i upominków ode mnie poleci do…

- - - Leacathy

...której serdecznie gratuluję wygranej! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

863. Konkurs nr 127 - jubileusz bloga

Dziękuję za wszystkie cudne życzenia :-) i wzajemnie ślę ciepłe słowa i świąteczne serdeczne uściski!

Minął kolejny roczek blogowania, choć przyznać muszę, co i sami widzicie, że nie bardzo mi to idzie... :-/ Nawet nie mam sensownego wytłumaczenia. Kiedyś tyle mnie ciekawiło, myśli biegały w różnych kierunkach jednocześnie, wszystkiego chciałam wypróbować... Teraz stresy dnia codziennego skutecznie zabijają we mnie i tę spontaniczność, i radość, i ciekawość świata. Nawet wiadomości porannych staram się nie czytać, żeby mi się czasem ciśnienie nie podniosło. Świat się zmienia, a mnie się to niestety niezbyt podoba :-/ i coraz częściej się wycofuję w bezpieczne dla mnie rejony, z dala od gwaru i chaosu życia.

Nie powiem, że w nowym roku pójdzie mi tu, na blogu, lepiej, bo takie zapewnienia zwykle trudno spełnić, a pod wpływem przymusu obietnicę jest jeszcze trudniej zrealizować, ale mogę powiedzieć: postaram się!


Ale, ale... wróćmy do konkretów! ;-) 25 grudnia 2007 roku postanowiłam napisać kilka słów w Internecie. Minęło 10 lat, a ja wciąż tu jestem ;-) i tradycyjnie, jak co roku, chcę zaproponować książkowy upominek jednej osobie, która lubi tu do mnie, na blog, zaglądać i zostawić miły komentarz, za który zawsze z całego serca dziękuję. Tym upominkiem będzie paczka z książkami, kolorowankami i kredkami, gwiazdkowym stempelkiem z tuszem do zdobienia oraz może jeszcze kilkoma niespodziankami, których tu na zdjęciu nie widać ;-) Ot, wielki prezent od „gwiazdora”! ;-D Ale moim zdaniem główną atrakcją tejże paczki będzie książka ze zdjęcia [wprawne oko zauważy, że jest wciąż w folii - nówka-sztuka! ;-) ]: nowe, piękne, bardzo staranne wydanie „Na południe od BrazosLarry’ego McMurtry’ego, w klasycznym, doskonałym tłumaczeniu Michała Kłobukowskiego (który m.in. za ten przekład otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich za 1991 rok). To wydanie jest też wzbogacone o obszerne posłowie oraz zbiór niezwykłych zdjęć z epoki oraz kadrów z serialu. O książce można poczytać na stronie wydawcy -> KLIK, oraz w necie na wielu blogach, gdzie jest recenzowana. Pięknie reklamował książkę „USA Today”: „Jeśli miałbyś w swoim życiu przeczytać tylko jeden western, przeczytaj »Na południe od Brazos«”. Nic dodać, nic ująć.

Kto ma ochotę wziąć udział w konkursie jubileuszowym, zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Macie czas tradycyjnie do najbliższej piątkowej północy. W sobotę ogłoszę, do kogo zawita listonosz :-)

niedziela, 24 grudnia 2017

Życzenia


Spokojnych, szczęśliwych zimowych świąt
życzy M.



sobota, 23 grudnia 2017

862. Chwila przed...

© Oana Befort

Zwykle w grudniu w wydawnictwie zwalnialiśmy nieco tempo. To znaczy my, redaktorzy i graficy, bo handlowcy wręcz przeciwnie – od czasu targów krakowskich było więcej i więcej pracy na magazynie, a teraz, w grudniu, to się wręcz „uwijali jak w ukropie”! ;-) Ja z kolei szykowałam archiwa danych z całego roku, porządkowałam maszynopisy i pliki wszelkie, kopiowałam gotowe pdf-y książek do wydawniczych baz danych, uzupełniałam karty książek w Bibliotece Narodowej, szykowałam podsumowania prac tłumaczy, konsultantów, redaktorów i korektorów, rysowałam tabelki i wykresiki z prac z drukarniami i papierniami itp. inne niż zwykle sprawy, na które w roku zwyczajnie nie ma czasu. Ale, co ciekawe, ten rok jest jednak inny. Na styczeń już mam cztery tytuły ulokowane w drukarniach [rok temu nie drukowaliśmy w styczniu nic nowego!], a kolejne miesiące w planie wydawniczym nie wyglądają wcale na mniej intensywne. Dowodem aż dwa maszynopisy na domowym biurku, „na święta”, do przygotowania „natychmiast” :-/ i chyba z pięć na ostatnim etapie na biurku wydawniczym! Czyżby rynek książki chłonął więcej niż przez kilka ostatnich lat, chciał więcej i więcej? W sumie to byłoby i nawet dobrze ;-) ale... jedyne o czym myślę i intensywnie marzę to dłuuuuuugi urlop, bardzo bardzo bardzo dłuuuugi urlop z dala od wszystkiego: pracy, telefonu, komputera, kłopotów, ludzi, hałasu, obowiązków, stresu... tego natłoku „wszystkiego”, przez co człowiek czuje, jakby ciągle gdzieś gnał... najchętniej w jakiejś głuszy, w drewnianej chacie, a za oknem niech jest śniegu aż po pachy! ;-) A może całkowita zmiana? jakaś inna branża? tylko jaka? przecież nic innego nie potrafię robić! ;-) a może proste kopanie grządek w ogródku? albo mizianie kotów? tak! ;-) Niestety do tego paskudnego spadku nastroju dodać trzeba, że od ponad miesiąca jestem przeziębiona, na zmianę z mocniejszą grypą, anginą i zapaleniem krtani. Nie wyleczę tego, póki najzwyczajniej w świecie nie wyleżę choroby wraz z jakimś silniejszym antybiotykiem. A na to nie mam krztyny czasu :-/ Nie narzekam, mam pracę, ciężką, czasem bardzo stresującą, ale mam, a to się liczy. Jednak zauważam, że znów wpadam w pracoholizm, poza pracą jest coraz mniej chwil tylko dla mnie, aparat foto się kurzy, wypadów do parków czy najzwyklejszych spacerów coraz mniej... Dziwacznie jest :-/ Nawet nie miałam chwilki, żeby podjechać do miasta kupić sobie, tradycyjnie jak co roku, nowy kubek świąteczny... Muszę to nadrobić!


Z pozytywnych rzeczy – jutro w Sydney wsiada w samolot do Polski moja przyjaciółka H., której nie widziałam już kilka lat! Jestem przeszczęśliwa. Będzie w Polsce cztery tygodnie, niestety nie wszystkie te dni są dla mnie ;-) bo i rodzinę nie tylko w Poznaniu odwiedza, i znajomych – wiadomo! Ale i tak bardzo się cieszę! Mamy ze sobą kontakt stały, ale maile, nawet codzienne!, to nie to samo, co spotkanie przy pysznej kawce i ciasteczku, twarzą w twarz, z uśmiechami i łezkami na przemian, nowinkami i wspomnieniami... Piękny mi prezent robi na koniec tego bardzo trudnego dla mnie roku...

A koniec roku sprzyja podsumowaniom. Mnie się zbiera najwięcej na wspominki, gdy „wprowadzam się” w nowy kalendarz. Tak, wciąż używam książkowego terminarza ;-) Jakoś nie potrafiłam się przenieść do tabletu czy telefonu komórkowego, jestem jednak tradycjonalistką. A kartkując pękaty kalendarz na rok 2017, pełen karteluszek, biletów, recept, notatek... widzę, ile się wydarzyło, jak wiele zrobiłam, jak wiele mi się przytrafiło. Ten rok niestety obfitował we wpisy typu „lekarz” i „bolesna strata” :-/ dlatego nie będę za nim tęsknić. Nie robię planów na przyszłość, nie ma chyba sensu robić sobie nadziei, a raczej podążać za tym co się wydarzy i dostosowywać się na bieżąco.

Życzenia złożę jutro, w wigilię, a dzień później, 25 grudnia, zapraszam na kolejny książkowy konkurs, ostatni w tym roku, jubileuszowy dla mojego bloga :-)


© Origomo, Korea

piątek, 8 grudnia 2017

861. Czasem coś zaboli bardziej...

Foto © Tiny Olive

Kilka dni temu, we wtorek, leżę sobie przykuta do łóżka pierwszym zimowym, solidnym przeziębieniem/grypą i planuję podbój wszechświata... wróć! ;-D Pardon, to ta temperatura miesza mi wciąż w głowie! ...no więc planuję, jakby tu przyozdobić pokój w gwiazdki z nieba ;-D żeby poczuć świąteczny nastrój, kiedy za oknem zaczyna się hałas. To ponoć normalne, co potwierdzają domownicy – nie słyszę tego, bo zwykle o tej porze jestem daleko stąd, poza miastem, w pracy, jednak tego dnia mierzyć się musimy z nowym dźwiękami... :-/ Coś jakby motorynka? Ale zimą ktoś by jeździł? Jakiś silnik... Czy to piła??? I ludzki głos za oknem, na wysokości mojego trzeciego piętra??? Co, u licha???

Jakiś czas temu, a właściwie to już chyba kilka razy pokazywałam wam przepiękny wysoki świerk przy moim oknie, w którego gałęziach mieszka kilkupokoleniowa już rodzina srok. Drzewo ma ponad trzydzieści lat [wiem to, bo mieszkam tu ponad trzydzieści lat, a sąsiadka posadziła je zaraz po wprowadzeniu, a już wtedy to drzewko przecież roczne nie było...], jest strzeliste, zdrowe, obsypane dorodnymi szyszkami, wysokością sięga czteropiętrowego bloku... a raczej sięgało!!! Bo nowa rodzina, która zamieszkała w tym roku na parterze, postanowiła zabawić się w obecnego ministra – nomen omen – Sz. i ten cudny świerk po prostu ściąć!!! Co za barbarzyńcy!!!!! Nie rozumiem tego postępowania, tego pędu niszczenia wszystkiego co żywe wokół. Panowie się promiennie uśmiechali podczas pracy, a kiedy czubek drzewa, wraz z gniazdem srok, spadł na ziemię, to w rękach tylko kieliszków z szampanem im brakowało!!! Nie lubię ludzi, czasem wręcz nie cierpię ludzi! Są jak zaraza dla tej planety :-/ [łącznie ze mną... ;-) żeby nie było! należę do tych o radykalnych poglądach „zielonych”]. Eh! Został tylko łysy kikut, który pewnie lada dzień koparka będzie usuwać... i straszna pustka :-( Co za ludzie... :-/ I cały czar świąt prysł...

No więc mija kolejny dzień, a ja wracam do planów podboju... wróć!!!

środa, 6 grudnia 2017

860. Rozdanie nr 126 - Mikołajki!

Mikołajki! Nareszcie! ;-D A byliście chociaż grzeczni? Pewnie że tak! A co tam ciekawego znaleźliście w butach z samego rana? Rózgę czy łakocie? Cóż, ja się przyznam, że podmówiłam się Mikołajowi o marcepanowy chlebek w czekoladzie*, bez którego nie wyobrażam sobie świąt ;-) i dostałam!!! Mniam! Jak dziecko... ;-) Lata temu, w czasach kryzysu, gdy byłam mała i bardzo łasa na słodycze ;-) to był zawsze taki „powiew Zachodu”, bo to zdaje się niemiecka tradycja i niemiecki wynalazek jest. I rzeczywiście, muszę przyznać, że ich produkcja jest najpyszniejsza ;-)

Wróćmy jednak do konkursu książkowego nr 126. Jak już widać na załączonym obrazku mikołajkowy pakiet książkowy z opowieściami Mademoiselle Oiseau, z niespodziankami ode mnie, poleci do...

- - - bluuu

Gratuluję serdecznie! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.



- - - - - - - - -
* Jak zawsze – nic konkretnie nie reklamuję, pokazuję tylko, co ja sama lubię ;-) Te łakocie są do kupienia m.in. w sieci Lidl lub w wersji exclusive: można sobie sprowadzić Mozartkugel, oryginały, marcepanowe kuleczki prosto z pierwszej, najstarszej manufaktury w Salzburgu w Austrii. Polecam spróbować, choć raz w życiu. Zapewniam, że warto ;-)

piątek, 1 grudnia 2017

859. Konkurs nr 126 - mikołajkowy

I oto nastał nam grudzień, magiczny zimowy miesiąc! Od rana w Poznaniu sypał sobie lekko śnieżek! Czego chcieć więcej? ;-) Jest cudnie! I tylko nie ma minusowej temperatury, żeby ten śnieżek choć trochę poleżał... Dziś otwarcie dorocznego trzydniowego Festiwalu Sztuki i Przedmiotów Artystycznych na terenie MTP. W weekend na Starym Rynku uroczyście ma się rozpocząć Betlejem Poznańskie. O godzinie 17.00 zabłysną tysiące lampek na choince przed Ratuszem oraz zupełnie nowe, zaprojektowanie na zlecenie miasta iluminacje świetlne w całym Poznaniu. Bardzo jestem ich ciekawa! :-D Po kilku latach wciąż tych samych, chociaż bez wątpienia pięknych światełek, cieszę się, że pojawi się coś nowego. Na Starym Rynku oprócz cieszących się dużym zainteresowaniem i znanych już wszystkim stałych i nieodłącznych punktów jarmarku, takich jak szopka bożonarodzeniowa, Dzwonek Życzeń czy Poczta Gwiazdora, pojawią się nowe i równie atrakcyjne – jak choćby Mikołaje na motorach! ;-D A weekend później, w dniach 09-10 grudnia, Stary Rynek stanie się areną zmagań artystów rzeźbiarzy w lodzie, którzy zjadą do Poznania z najdalszych zakątków świata na Stihl POZnań Ice Festival. Aaaaa! Super! Tyle ciekawych imprez się szykuje... Widziałam, że działa już też lodowisko nad jeziorem Malta... Na Śródce przyuważyłam rano, gdy jechałam do pracy, świetlne anioły rozwieszone między kamienicami. Koniecznie muszę podjechać i zrobić fotki. Luuuuubię ten okres!

I żeby ten wspaniały, podniosły nastrój utrzymać jak najdłużej, ogłaszam niniejszym pierwszy grudniowy konkurs, z numerem 126 – „mikołajkowy”. Na rozdanie mam jeden pakiecik dwóch tomów opowieści Mademoiselle Oiseau. To starannie wydane, cudnie ilustrowane historie o przyjaźni, marzeniach, dorastaniu i bajkowej paryskiej modzie. Autorka, Andrea de la Barre de Nanteuil, zawodowo zajmuje się modą jako specjalista PR, a Lovisa Burfitt to jedna z najzdolniejszych współczesnych skandynawskich ilustratorek. O książeczkach można poczytać na stronie domowej Wydawnictwa Literackiego, o tutaj -> KLIK. Sponsorem nagrody jestem ja :-)


Można się już wpisywać w komentarze pod tym postem. A czasu jest tym razem mało, bo tylko do północy 05 grudnia. W środę 06 grudnia, w Mikołajki, ogłoszę, do kogo polecą książeczki. Zapraszam! :-)