sobota, 23 grudnia 2017

862. Chwila przed...

© Oana Befort

Zwykle w grudniu w wydawnictwie zwalnialiśmy nieco tempo. To znaczy my, redaktorzy i graficy, bo handlowcy wręcz przeciwnie – od czasu targów krakowskich było więcej i więcej pracy na magazynie, a teraz, w grudniu, to się wręcz „uwijali jak w ukropie”! ;-) Ja z kolei szykowałam archiwa danych z całego roku, porządkowałam maszynopisy i pliki wszelkie, kopiowałam gotowe pdf-y książek do wydawniczych baz danych, uzupełniałam karty książek w Bibliotece Narodowej, szykowałam podsumowania prac tłumaczy, konsultantów, redaktorów i korektorów, rysowałam tabelki i wykresiki z prac z drukarniami i papierniami itp. inne niż zwykle sprawy, na które w roku zwyczajnie nie ma czasu. Ale, co ciekawe, ten rok jest jednak inny. Na styczeń już mam cztery tytuły ulokowane w drukarniach [rok temu nie drukowaliśmy w styczniu nic nowego!], a kolejne miesiące w planie wydawniczym nie wyglądają wcale na mniej intensywne. Dowodem aż dwa maszynopisy na domowym biurku, „na święta”, do przygotowania „natychmiast” :-/ i chyba z pięć na ostatnim etapie na biurku wydawniczym! Czyżby rynek książki chłonął więcej niż przez kilka ostatnich lat, chciał więcej i więcej? W sumie to byłoby i nawet dobrze ;-) ale... jedyne o czym myślę i intensywnie marzę to dłuuuuuugi urlop, bardzo bardzo bardzo dłuuuugi urlop z dala od wszystkiego: pracy, telefonu, komputera, kłopotów, ludzi, hałasu, obowiązków, stresu... tego natłoku „wszystkiego”, przez co człowiek czuje, jakby ciągle gdzieś gnał... najchętniej w jakiejś głuszy, w drewnianej chacie, a za oknem niech jest śniegu aż po pachy! ;-) A może całkowita zmiana? jakaś inna branża? tylko jaka? przecież nic innego nie potrafię robić! ;-) a może proste kopanie grządek w ogródku? albo mizianie kotów? tak! ;-) Niestety do tego paskudnego spadku nastroju dodać trzeba, że od ponad miesiąca jestem przeziębiona, na zmianę z mocniejszą grypą, anginą i zapaleniem krtani. Nie wyleczę tego, póki najzwyczajniej w świecie nie wyleżę choroby wraz z jakimś silniejszym antybiotykiem. A na to nie mam krztyny czasu :-/ Nie narzekam, mam pracę, ciężką, czasem bardzo stresującą, ale mam, a to się liczy. Jednak zauważam, że znów wpadam w pracoholizm, poza pracą jest coraz mniej chwil tylko dla mnie, aparat foto się kurzy, wypadów do parków czy najzwyklejszych spacerów coraz mniej... Dziwacznie jest :-/ Nawet nie miałam chwilki, żeby podjechać do miasta kupić sobie, tradycyjnie jak co roku, nowy kubek świąteczny... Muszę to nadrobić!


Z pozytywnych rzeczy – jutro w Sydney wsiada w samolot do Polski moja przyjaciółka H., której nie widziałam już kilka lat! Jestem przeszczęśliwa. Będzie w Polsce cztery tygodnie, niestety nie wszystkie te dni są dla mnie ;-) bo i rodzinę nie tylko w Poznaniu odwiedza, i znajomych – wiadomo! Ale i tak bardzo się cieszę! Mamy ze sobą kontakt stały, ale maile, nawet codzienne!, to nie to samo, co spotkanie przy pysznej kawce i ciasteczku, twarzą w twarz, z uśmiechami i łezkami na przemian, nowinkami i wspomnieniami... Piękny mi prezent robi na koniec tego bardzo trudnego dla mnie roku...

A koniec roku sprzyja podsumowaniom. Mnie się zbiera najwięcej na wspominki, gdy „wprowadzam się” w nowy kalendarz. Tak, wciąż używam książkowego terminarza ;-) Jakoś nie potrafiłam się przenieść do tabletu czy telefonu komórkowego, jestem jednak tradycjonalistką. A kartkując pękaty kalendarz na rok 2017, pełen karteluszek, biletów, recept, notatek... widzę, ile się wydarzyło, jak wiele zrobiłam, jak wiele mi się przytrafiło. Ten rok niestety obfitował we wpisy typu „lekarz” i „bolesna strata” :-/ dlatego nie będę za nim tęsknić. Nie robię planów na przyszłość, nie ma chyba sensu robić sobie nadziei, a raczej podążać za tym co się wydarzy i dostosowywać się na bieżąco.

Życzenia złożę jutro, w wigilię, a dzień później, 25 grudnia, zapraszam na kolejny książkowy konkurs, ostatni w tym roku, jubileuszowy dla mojego bloga :-)


© Origomo, Korea

10 komentarzy:

Katarzyna pisze...

Niech zatem nowy rok będzie pod każdym względem lepszy! Uściski:)

incognito pisze...

Zdrówka ... :)
podobnie, też jestem mocno przywiązana do kalendarzy w wersji papierowej, bez takowego czuję się jak bez ręki :D zawsze mam dwa duży i mały ...
pozdrowienia serdeczne :)

misiaq pisze...

Tak, w tym czasie rozpanoszył się jakiś wstrętny wirus. Nawraca, nie odchodzi, ciężko go znieść i wyleczyć. Dlatego zadbaj o siebie szczególnie, nic nie jest ważniejsze. Pozdrawiam mocno!!
vivinca

damar5 pisze...

Zdrówka ,niestety podzielam i ja tę niedolę.
Cieszę się ,że spotkanie z Przyjaciółką się zbliża ,nagadajcie się ,wyściskajcie i cieszcie się sobą
Poz.Dana

Wyplatanki pisze...

Ja - również tradycjonalistka - przesyłam Ci serdeczne życzenia Bożonarodzeniowe. Wesołych Świąt!

Leacathy pisze...

Pragnę Ci życzyć dużo zdrowia i lepszego samopoczucia, dużo uśmiechu i wolnego trochę czasu (bo pracować też trzeba...).

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pasje Violi pisze...

Ech ja bym się tez chętnie gdzieś zaszyła na wypoczynek, fajnie, że przyjeżdża przyjaciółka na pewno poprawi się wtedy humor :)

Czarne Espresso pisze...

Życzę spełnienia marzeń o przyjemnym urlopie :)

jagnieszka pisze...

Tym bardziej życzę,samych dobrych wiadomości,dobrych spotkań(nie tylko z przyjaciółką),więcej czasu poza pracą na hobby i nie tylko,zdrowia oczywiście i pogody ducha.

Pracy to zazdroszczę,bycie z książkami na co dzień-cudo :)

Zacisze Lenki pisze...

Ja też używam tradycyjnego kalendarza. Nie umiem przestawić się na wersję elektroniczną, nie ma to jak napisane na papierze. Życzę zdrówka.