niedziela, 20 maja 2018

877. Konkurs nr 132

Kiedy zaczynałam swoją pracę w księgarni, wciąż się jeszcze ucząc w szkole księgarskiej, dawno, dawno, dawno temu... ;-) rynek wydawniczy i księgarski tak bardzo się różnił od obecnego, że aż trudno by mi było to nawet tutaj opisać. Obawiam się, że najmłodsze pokolenie nawet by nie zrozumiało niektórych aspektów funkcjonowania tych rynków, na przykład: Dlaczego ani jak to mogło się w ogóle udawać w czasach braku absolutnie wszystkiego? [ale jak to „brakowało wszystkiego”? co to znaczy?] Reglamentowany papier? Ustalane nakłady? Ograniczanie wydawanych w roku nowości? Albo idźmy jeszcze dalej: Wydawanie literatury „zgniłego Zachodu” podlegało bardzo surowej cenzurze? Ale dlaczego??? O szaleństwie „polowania” na książki w księgarniach nawet nie wspomnę... Cóż... tak to jednak było*.

Było jednak coś, co mimo tej siermiężności, mimo niekoniecznie idealnego wyboru wydawanych autorów czy powieści, podobało mi się bardzo. Tak bardzo, że nawet dziś namiętnie odwiedzam i buszuję w antykwariatach za poszczególnymi wydaniami literatury, gdziekolwiek jadę w Polskę. A co ciekawsze: nawet i na świecie ten aspekt polskich wydań książek wciąż wzbudza zainteresowanie. Wiele powieści, nawet tych tzw. „klasy B”, było projektowanych i ilustrowanych, i to nie przez byle kogo! Tak, zwyczajne powieści były okraszane świetnymi grafikami! I były to nazwiska z samego graficznego piedestału, jeśli mogę to tak ująć. Stanny, Lenica, Młodożeniec, Tchorzewski, Starowiejski, Sopoćko, Witz, Zbijewski, Kilian, Flisak, Butenko, Rychlicki, Strumillo, Wilkoń, Szancer... Nie wymienię ich wszystkich, to baaardzo długa i jakże wspaniała lista! Ale każdy kto kocha książki, ma albo u siebie, albo widział te pieczołowicie zaprojektowane i ilustrowane wydania ma półkach biblioteczki rodziców czy dziadków. Cudne! Po prostu!

Dziś taki sposób wydawania literatury, zwłaszcza tej tzw. „szybkiej” [kryminały, romanse, thrillery, sf... czyli literatury czysto rozrywkowej], to jednak rzadkość, a przynajmniej najczęściej właśnie tak jest – ma być szybko i tanio, a ilustracje kosztują, no i nie tworzy się ich z dnia na dzień. Ilustrator potrzebuje czasu na zapoznanie się z treścią, na rozmowę z autorem czy redaktorem prowadzącym w przypadku tłumaczenia, na zaplanowanie i rozwinięcie koncepcji, na przygotowanie najpierw szkiców dla wydawcy do zatwierdzenia kierunku/stylu/pomysłu, no i potem - przede wszystkim - czasu na spokojną ich realizację. To przedłuża i - nie czarujmy się - podraża koszta ogólne wydawanego tytułu, co nie jest mile widziane w budżecie wydawcy. Dlatego serce się raduje, gdy jednak znajdują się wydawcy, którzy nie żałują ani czasu, ani finansów, by książkę „dopieścić”, nawet gdy nie jest to „literatura wyższa”.

Po tym przydługim wstępie, kto wytrzymał ;-D niech się czuje zaproszony do udziału w kolejnym konkursie książkowym. W majowym wydaniu, z numerem 132, mam pięć egzemplarzy nowości: bogato zilustrowanej przez Piotra Herlę Inwazji porywaczy ciał Jacka Finneya na rozdanie. Powieść ma 21 rozdziałów i tyleż stylowych ilustracji! Sądzę, że to wznowienie ucieszy miłośników powieści fantastycznej, a przy okazji zaciekawi też nowych czytelników lubujących się w grozie. Inwazja... znana jest głównie z adaptacji filmowych [pierwsza była zrealizowana już rok po premierze powieści!], ale zapewniam, że powieść warto też znać. Czysta rozrywka! Oczywiście, jak ostatnimi czasy, do przesyłki będą dodane inne, „niespodziankowe” książki do poczytania, również z gatunku grozy, i również ilustrowanych! Sponsorem jestem ja :-) Można się już wpisywać w komentarze pod tym postem. Czas: do piątkowej północy. Ogłoszenie zwycięzców: w ostatnią sobotę miesiąca. Zapraszam!





- - - - -
* Czy tak było lepiej, czy gorzej, pozostawiam waszym ocenom i rozmyślaniom... ;-)

22 komentarze:

Pasje Violi pisze...

to ja z przyjemnością się zapiszę do zabawy :) Ja również pamiętam te polowania na książki i pamiętam te pięknie ilustrowane książki, całe serie nawet. Pamiętam były takie firmowe wejścia do księgarni, tata wtedy upolował kilka ciekawych pozycji :). A teraz prawda grafiki w większości rządzą na okładkach :).

Sylwia Jamrozik pisze...

Zgłaszam się po tą intrygującą książkę.

Promyk pisze...

Nie może mnie zabraknąć - z różnych powodów.:)Zapisuję się.

Czarna dama pisze...

Przeczytałam cały post od deski do deski, wytrzymałam, więc się czuję zaproszona do wzięcia udziału w konkursie :) A tak serio, to często sobie do Ciebie zaglądam tylko jakoś do tej pory nie zostawiałam komentarzy, postaram się to zmienić. Kocham czytać, kocham książki mam ich sporo w domu a i tak minimum dwa razy w miesiącu jeszcze biegam do biblioteki po kolejne tytuły :)

Katarzyna Iwańczak pisze...

Zgłaszam się:) Chętnie przeczytam:)

Mariola pisze...

Zgłaszam się do zabawy

incognito pisze...

... pamiętam wypieki na twarzy, po tym jak udało mi się upolować,lata temu, Stachurę (komplet w jeansowych okładkach)...:)

zasilam kolejkę ... aż strach się bać:D

jagnieszka pisze...

wstęp pięknie i intrygująco napisany :)
też pamiętam te czasy,kiedy trudno było o wszystko i kiedy każdą zarobioną złotówkę przeliczałam i co mogłam odkładałam na książki :)

Doriss pisze...

Z wielka nadzieją próbuję i się zapisuję.
Pozdrawiam
Słonecznie
D.

maneruki pisze...

Bakcyla książkowego złapałam w podstawówce i już wtedy zostawiałam kieszonkowe w księgarni :-) na rozdanie zapisuję się z przyjemnością!

Moje zaczytanie pisze...

Pamiętam tamte czasy oczywiście jako czytelniczka i również darzę sentymentem książki wydawane zanim nadeszło nowe, czyli przed latami 90-tymi.

Może i ja może nawet głównie dla tych ilustracji się zgłoszę.

Avrea pisze...

chetnie przeczytam i zobaczę :)

Weronika pisze...

Zgłaszam się do zabawy.

Leacathy pisze...

Do zabawy się nie dołączę, bo to nie jest mój ulubiony gatunek, ale pozdrawiam Cię ciepło i wiosennie.

Ania pisze...

Ustawiam się w kolejce.

Izabela pisze...

Fajny wpis- ja już takich sytuacji nie pamiętam:)) chyba tym razem nie moja bajka więc się nie zapisuję ale pozdrawiam serdecznie:)))

Wetka pisze...

Zgłaszam się ✋ :D

Zuzanka pisze...

Uwielbiam ilustrowane książki, głównie dlatego kupuję córce nasze polskie klasyki (Szancer, Grabiański, Butenko, Lengren). Dla dorosłych - rzeczywiście jest ubóstwo. Rok temu trafiłam na fantastyczną wystawę Grabiańskiego, gdzie znalazłam ilustracje do "Sagi rodu Forsythe'ów", coś pięknego: http://zuzanka.blogitko.pl/entry/wielkopolska-w-weekend-szamotuly

Pozdrowienia z Poznania,

Zuzanka

ewarub pisze...

Bardzo jestem ciekawa tych ilustracji, więc staję do konkursu :-)

Olajda pisze...

Pamiętam czasy, jak mama wracała z pracy do domu, czasami z nowo zakupioną książką, bo się jej udało dostać! To było coś! Jak pomarańcze na Boże Narodzenie w latach 80-tych 😊
Pozdrawiam serdecznie i chętnie wezmę udział w zabawie 😊

Ania Markowska pisze...

Moi rodzice sami raczej nie czytali, ale kiedy ja i siostra byłyśmy jeszcze całkiem małe (koniec lat osiemdziesiątych), kupowali dla nas książki "na przyszłość", zwłaszcza te oznaczone jako lektury. Np. kiedy miałam mniej więcej 8 lat, a siostra 7, dostałyśmy na Gwiazdkę atlas geograficzny, z którego korzystałyśmy dopiero w liceum (mapy polityczne były już wtedy nieaktualne, ale rzeki czy złoża węgla pozostały na swoim miejscu:)). Na początku ten prezent mocno mnie rozczarował, liczyłam raczej na jakąś zabawkę, ale teraz książka jest dla mnie zawsze najlepszym podarunkiem, więc i "Inwazję" chętnie przygarnę.

Jardian pisze...

Ja marzę o pracy w księgarni, aktualnie staram się o pracę w bibliotece, pozdrawiam :)