czwartek, 29 stycznia 2009

184. Nocne mary

Fotka ze strony Michelle Gallen

Nie pamiętam dokładnie, ale w Bastionie Kinga jeden z bohaterów - gitarzysta, wschodząca gwiazda rocka - opowiada swój największy koszmar: stoi przed rozkrzyczaną publicznością, chce zagrać i zaśpiewać, ale okazuje się, że nagle stracił głos, a na dodatek mikrofon nie działa... Nie wiem, jakie wy macie koszmary związane z pracą, ale mnie od czasu do czasu męczą takie właśnie dziwaczne sny. W jednym z takich koszmarów na przykład zasypują mnie tony zadrukowanego papieru z milionami zaznaczonych poprawek na czerwono i zielono, a ja próbuję się przez ten „ocean” przebić z ołówkiem w dłoni. Niby śmieszne, ale gdy mam taki lub podobny sen, kiedy budzę się zmęczona, z bólem głowy albo co gorsze - zlana potem ze strachu, oznacza to, że czas najwyższy na dłuższy odpoczynek [bo na zmianę środowiska czy zawodu ;-D to chyba za późno]! Czasem praca mnie przytłacza... Skumulowane dziesiątki maszynopisów, próbki tłumaczeń do oceny, nieterminowi tłumacze, redaktorzy proszący o „jeszcze tylko tydzień”, spóźniające się z realizacją zlecenia drukarnie itp. - to wszystko niestety bardzo często rozbija skrupulatnie ułożony plan :-/ Eh... To ile można wygrać w toto-lotka? ;-)

4 komentarze:

Królewna pisze...

Życie... Ja też mam czasami takie dni (mimo żem jeszcze na studiach), kiedy wszystko się wali, jest mnóstwo do zrobienie, dużo nie zależy ode mnie, ja staję na głowie, a inni mają coś gdzieś... Ale wtedy siadam, czekam aż się zdarzy katastrofa, katastrofa się nie zdarza, bo jakoś się zawsze wszystko poukłada, potem wstaję i dalej robię swoje... I tak w kółko Macieju ;)

An-na pisze...

No tak, też miewam takie sny, a w tej chwili marzy mi się, aby tekst sam się napisał, bo właśnie numer ma być zamykany i redaktor czeka z niecierpliwością, a ja sobie po blogach wędruję...;)
Wracam do roboty!
Pozdrawiam serdecznie
An-na

joanna pisze...

To rzeczywiście nieciekawie się porobiło ;)) Jednak myślę, że nie po raz pierwszy, a z pewnością i nie ostatni...
Głowa do góry! Dasz radę! Jutro będzie lepiej :))

Mój koszmar od kiedy mam Bankisia (czyli od 1,5 roku) - jesteśmy na spacerku, on biega spuszczony ze smyczy, na chwilę odwracam od niego wzrok i on znika! Biegam, wołam, nic!
"W dniu...zaginął pies...wabi się ... znalazca proszony jest o..."
No cóż, Bankier ma nos dosłownie do ziemi, zapachy go nakręcają i przez to świata nie widzi :) Ale luz dostaje tylko na zamkniętym terenie.

PS. Za mała kumulacja, poczekaj na 16 mln ;))

Latarnik pisze...

Ja nocnych koszmarów nie miewam, a jak już to są bardzo realistyczne i dotyczą bezpośrednio mojego życia. Częściej jest tak, że przyśni mi się słowo :)
A w "Bastionie" nie pamiętam sceny z gitarzystą..