sobota, 10 października 2009

281. W biegu






Fotki © moje :-) Olympus E-510 z długim kitem.

To ostatnie już tygodnie, gdy ogród botaniczny jest otwarty dla zwiedzających. Mam zamiar wykorzystać ten czas do maksimum :-) zwłaszcza, że robi się coraz piękniej – jesienne kolory są niesamowite! Czerwony nigdy nie jest taki piękny, jak właśnie w październiku na drzewach klonu! A dziś wrzucam fotki uchwyconej zwinnej rudej akrobatki [bądź akrobata ;-D tego dokładnie nie wiem] z białym brzuszkiem. Zajadała się orzechami wysoko na drzewie, a jej chrupanie zaskoczyło mnie, gdy mijałam przepiękne drzewko klonu japońskiego w centrum ogrodu [warto obejrzeć: ma tak delikatne listki w ciemnym bordowym kolorze, że czasem, patrząc niewprawnym okiem, można pomyśleć, że drzewo w ogóle ich nie ma]. Wiewióra chowała się co i rusz wśród liści, śmigała po gałęziach, a potem przywitała się z koleżanką ;-) na trawniku [zawsze myślałam, nie wiem dlaczego, że jest tylko jedna wiewióra w ogrodzie] i popędziła swoją drogą... :-D

6 komentarzy:

blog niedzielny pisze...

wiewiorki sa takie "zwariowanie"przezabawne goszcza coraz czesciej w ogrodzie ciagle cos zakopujac :-)

shiraja pisze...

przepiękne fotki.

hundredacrewood pisze...

sie usmiechnelam patrzac na lobuziaka :) u nas jest mnostwo wiewiorek ale one szare a nie rude sa!

Amalena pisze...

jesienne kolory są najpiękniejsze :) a ta wiewióra jest przecudna !! pozdrawiam i miłego popołudnia tobię życzę.

joanna pisze...

Witaj
Szukam książki pt. Od szkicownika do obrazu. Zauważyłam w Twoim blogu, że jesteś fanką malarza Paula Klee.
Czy jest możliwość wypożyczenia książki od Ciebie na tydzień czasu ?

Czekam na odp. Mój mail asiak6@poczta.onet.pl

moni pisze...

wczoraj nie mogłam spać, weszłam na Twój blog i pozachwycałam się zdjęciami - zaraz zrobiło mi się lepiej, niestety komentarze mi nie chciały działać :( ale teraz mogę chyba coś skrobnąć - wiewiórki, fakt szalone, mój Mąż bywał zafascynowany naszymi, parkowymi wiewiórami kiedyś, chodziliśmy polować na nie z obiektywem, a te małe rudzielce jadły nam z ręki (nawet udało się nam to uchwycić na fotkach)
Pozdrawiam