sobota, 27 kwietnia 2019

922. Rozdanie nr 152

Alergia... o mio! ratujcie! niech te brzózki już się rozwiną na całego i dadzą nam, alergikom, spokój! Nos mam jak kluchę, wielką i siną, woda z niej leci ;-) i do tego kicham potężnie, głowa jak bańka, oczy – czerwone, „królicze” – swędzą i straszą otoczenie... eh! wiosna! Ale za to spałam od wczoraj ponad 12 godzin, jak nigdy! [albo jak raz w roku... na wiosnę ;-D ]. Wszystko to to niemal „powtórka z rozrywki” lutowej, gdy olsza i leszczyna sobie poczyniały... ale mam już powoli tego dosyć... chciałabym przeskoczyć wiosnę i lato, aż do jesieni, mojej ulubionej, równo z zimą, pory roku... Marzenia! ;-)

Pomiędzy „armatnimi wystrzałami” z mojej kluchy ;-D miałam małą chwilkę, by rozwiązać konkurs książkowy nr 150, w którym do zdobycia były pakiety z polską literaturą. Cieszę się, że Wam się prezenty spodobały i tak sobie myślę, że może w maju pociągniemy ten temat? tzn. będą pakiety mieszane, literatura zagraniczna i polska. Co myślicie? Może tak być? ;-) ...a w kwietniu wygrywają:

---> justiti <---
---> graża <---



...którym serdecznie gratuluję!
Dołączam jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie [zwłaszcza, że teraz RODO obowiązuje]: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu, po czym usuwam z pamięci komputera itp. itd.”.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

921. Konkurs nr 152 - literatura polska

Foto © Laurey W. Glenn

Wciąż trwa świąteczna przerwa, odpoczywamy i słodko się lenimy - dziękuję tym samym za życzenia i odwzajemniam się tym samym! :-) - ale chciałabym wszystkich kochających czytać zaprosić na cykliczny konkurs książkowy. W tym miesiącu mam dwa pakiety na rozdanie i, tak jak zapowiadałam, będą to powieści polskich twórców. Oto co proponuję:

Pakiet nr 1: Radio Armageddon Żulczyka + Jak zawsze Miłoszewskiego


Pakiet nr 2: Zmorojewo Żulczyka + Rodzanice Puzyńskiej


W każdej paczce znajdzie się też Inkub Urbanowicza, który w krótkim czasie od pojawienia się na rynku księgarskim wspiął się na listy bestselerów, co cieszy.


Kto chętny i ma siłę, by się oderwać od świątecznego stołu ;-D może się już wpisywać w komentarze pod tym postem. Czas: tradycyjnie do najbliższej piątkowej północy. Ogłoszenie wyników: najbliższa sobota [27 kwietnia]. Zapraszam! :-)

niedziela, 21 kwietnia 2019

920. Masyw Śnieżnika

Na przełomie marca i kwietnia zrobiłam sobie małą przerwę od codzienności i pojechałam wraz z przyjaciółmi w Sudety, w rejon Masywu Śnieżnika. Było cudownie, odpoczęłam jak nigdy, za co jestem niewymownie wręcz wdzięczna wszystkim moim dobrym znajomym i wspaniałemu szefostwu, które również z nami bawiło, z czasów księgarnianych [zrobiliśmy sobie mały zlot moli książkowych ;-) ależ zabawa, ile wspomnień, żartów, radości... i pyszności na biesiadnym stole], a to zaledwie trzy dni oddechu od miejskich stresów! Z pokoiku i w ogóle spod pensjonatu mogliśmy podziwiać pokryty wciąż śniegową czapą majestatyczny Śnieżnik.

Foto nr 1: sobota 30 marca, godzina szósta rano, widok z okna „mojego” pokoiku - sarenki! A poniżej: foto nr 2: widok na Śnieżnik sprzed pensjonatu i foto nr 3: widok na sam piękny i wygodny pensjonat...


W sobotę wybraliśmy się na czeską stronę, by podziwiać piękno gór z drugiej strony Śnieżnika ;-) ze szczytu wieży widokowej o nazwie „Ścieżka w chmurach” w miejscowości Dolni Morava. Tytułowych chmur zabrakło, ale nic to! bo pogoda była tak cudowna, słoneczna, ciepła, z leciutkim wiaterkiem, że mogliśmy z różnych poziomów wieży po sam horyzont podziwiać Sudety, śmiałków na paralotniach, snowboardzistów i narciarzy, ale i całe rodziny po prostu delektujące się wolnym dniem. Coś niewyobrażalnie wspaniałego! Co prawda drugi raz nigdy przenigdy, za żadne skarby świata!!! ;-D nie usiądę na kanapie wyciągu, by wjechać na jakikolwiek szczyt, ale przeżyłam ten wjazd, a potem z zamkniętymi oczkami zjechałam z samej góry, by postawić trzęsące się nóżki na ośnieżonym stoku. Uff! ;-)

PS fotka robiona z wyciągu [nr 2] nie jest mojego autorstwa... a gdzie tam! ;-) miałam zamknięte oczy i w całej siły wpijałam się spoconymi łapkami w metalowe coś, nie znam terminologii, dzięki czemu nie spadłam z wysokości...


Pięknie, co? ;-) Można zazdrościć!!! ;-D Ale tak naprawdę - polecam z całego serca, taki wyjazd po chwilę zapomnienia, głęboki wdech czystego powietrza, może ciut adrenaliny, może co nieco melancholii, ale na pewno po rozładowanie stresu - sprawdza się idealnie, potwierdzam, i aż sama się sobie dziwię, że częściej tego nie robię. Pracoholizm jest straszny... :-/

I jeszcze mała słodkość na koniec: sówka była symbolem - czy też logo jak byśmy dziś powiedzieli - księgarni, w której uczyłam się fachu, a potem miałam to szczęście pracować, i z której księgarzami spędziłam ten najcudowniejszy od bardzo dawna weekend. Gospodyni zadbała, żeby nam ten fakt przypomnieć. Sówka jest [a raczej była!] ulepiona z cukru, tak słodka, że aż pyszczek wykrzywia! Niezapomniana!!! Dziękuję!!! :-)


sobota, 20 kwietnia 2019

Życzenia


Spełnienia wiosennych marzeń
życzy M.
;-)



= = = = =
foto © Nicole Franzen